Zakurzony samochód stał na parkingu. Równomiernie pokryty szarym pyłem nie wyróżniał się, wręcz wtapiał się w tło, jednak uważny obserwator zauważyłby, że to nie jest zakurzona karoseria, tylko starannie dopasowana płachta maskująca, która chroniła samochód przed deszczem i kradzieżą. Właściciel samochodu zdejmował ją za każdym razem, gdy wyruszał w podróż i troskliwie zakładał, gdy już ją kończył i szedł do domu. Wtedy odpoczywali – on w swoim mieszkaniu, a samochód w swoim „zakurzonym” ubranku.
Autor: Ewa Damentka