Turkot kołowrotka był cichutki. Niewiele osób go słyszało, a z nich mało kto zatrzymywał się, żeby zajrzeć do jaskini, w której przędła się jego osobista nić życia, która zwykle była bardzo delikatna i jej przędzenie wymagało skupienia i ciszy.
Prządki nawet były zadowolone z tego, że coraz mniej ludzi słyszy turkot kołowrotków, bo dzięki temu nieproszeni goście rzadko, coraz rzadziej odrywali je od najważniejszego zajęcia, jakie miały, czyli od przędzenia nici życia stworzeń żyjących na Ziemi.
Autor: Ewa Damentka