Turkot kołowrotka był cichutki. Niewiele osób go słyszało, a z nich mało kto zatrzymywał się, żeby zajrzeć do jaskini, w której przędła się jego osobista nić życia, która przywoływała go delikatnie, jakby chciała powiedzieć: „Jestem. Zobacz mnie i doceń. Jestem tu dla ciebie”. Niewiele osób słyszało to wezwanie, a jednak nawet ci, który nie byli jego świadomi, często przystawali przy wejściu do jaskini. Rozglądali się dookoła i uśmiechali. Potem rozluźnieni wędrowali dalej. A nić ich życia nadal nawijała się na motek, a kołowrotek pracował pełną parą bez chwili wytchnienia.
Autor: Ewa Damentka