Turkot kołowrotka był cichutki. Niewiele osób go słyszało, a z nich mało kto zatrzymywał się, żeby zajrzeć do jaskini, w której przędła się jego osobista nić życia, która zależała od delikatnych dłoni Prządki. Ciekawe, kto jeszcze pamięta, że takie postacie istnieją?
Autor: Ewa Damentka