Szelest liści – 34

Szelest liści brzmiał jak najpiękniejsza muzyka. Wydawało się, że porozumiewają się one ze sobą i wymieniają codziennymi ploteczkami. W pewnej chwili powiał silniejszy jesienny wiatr, a one oderwały się od swoich gałęzi i uleciały wysoko w niebo. Cieszyły się jak dzieci, tańczyły, wirowały i cały czas rozmawiały ze sobą. Wiatrowi spodobała się ich zabawa, więc pomagał, jak mógł. Dmuchał od dołu, podtrzymywał w powietrzu, obracał jak w tańcu. Kiedy w końcu opadły na ziemię, dalej szeptały, a potem zaczęły powoli usychać. Wiosną obudzą się jako świeże listeczki na drzewach i wtedy rozpocznie się ich nowa przygoda. Na razie warto przeżyć do końca tę, bo na liście opadłe na ziemię czeka jeszcze wiele atrakcji, zanim zupełnie zapadną w zimowy sen.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Szelest liści – 33

Szelest liści brzmiał jak najpiękniejsza muzyka. Wydawało się, że porozumiewają się one ze sobą i wymieniają codziennymi ploteczkami. W pewnej chwili obok nich przechodziła baletnica. Zatrzymała się na chwilę, wsłuchała w szelest i zaczęła tańczyć w jego rytm. Czuła się znakomicie, a obserwujący ją przechodnie byli zachwyceni. Niektórzy sami próbowali tańczyć, podrygiwać, poruszać się lub przynajmniej falować w rytm szeleszczących liści, który zmieniał się w zależności od kapryśnego wiatru, będącego dyrygentem tej niezwykłej orkiestry.

Autor: Ewa Damentka

Szelest liści – 32

Szelest liści brzmiał jak najpiękniejsza muzyka. Wydawało się, że porozumiewają się one ze sobą i wymieniają codziennymi ploteczkami. W pewnej chwili drzewo poczuło łaskotanie. To mrówki kolumnami maszerowały po korze, jakby ćwiczyły musztrę, w rytm pięknej muzyki wiatru mieszkającego wśród gałęzi drzew, wiatru wtórującemu szelestowi liści.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Szelest liści – 31

Szelest liści brzmiał jak najpiękniejsza muzyka. Wydawało się, że porozumiewają się one ze sobą i wymieniają codziennymi ploteczkami. W pewnej chwili zauważyły, że tuż obok nich pojawiły się małe pączuszki, które po jednej ciepłej nocy przemieniły się w piękne białe kwiatki.

Liście były zachwycone. Pochłonięte do tej pory rozmową, teraz zamilkły i w ciszy podziwiały nowych sąsiadów. Kwiatki były takie radosne i beztroskie.

Po jakimś czasie zaprzyjaźniły się z liśćmi i wspólnie rozprawiały o cudzie istnienia.

Autor: Gwiazdeczka

Szelest liści – 30

Szelest liści brzmiał jak najpiękniejsza muzyka. Wydawało się, że porozumiewają się one ze sobą i wymieniają codziennymi ploteczkami. W pewnej chwili ich rozmowę usłyszał powieściopisarz. Zdawało mu się, że liście opowiadają pewną historię. Wyjął więc notatnik i zaczął spisywać to, co usłyszał. Powstała z tego piękna powieść zatytułowana „Szelest liści”. Gdy się ją czytało, miało się wrażenie, że samemu słyszy się to, o czym liście szeleszczą.

Autor: Ewa Damentka

Szelest liści – 29

Szelest liści brzmiał jak najpiękniejsza muzyka. Wydawało się, że porozumiewają się one ze sobą i wymieniają codziennymi ploteczkami. W pewnej chwili pęd przejeżdżającego pociągu rozwiał leżące spokojnie liście. Gdyby pociągi jeździły rzadko, to pewnie utworzyłaby się górka liści. Jednak w systemie dotychczasowej komunikacji liście są przemieszczane często i regularnie.

dla Wojtka napisał Adam

Szelest liści – 28

Szelest liści brzmiał jak najpiękniejsza muzyka. Wydawało się, że porozumiewają się one ze sobą i wymieniają codziennymi ploteczkami. W pewnej chwili, gdy człowiek dorośnie, zaczyna rozumieć, ile mądrości jest w twarzach, które pomarszczył czas. Przychodzi wtedy do starych ludzi jak najczęściej, by rozmawiać i słuchać ich jak najpiękniejszej muzyki – muzyki liści – i patrzy, jak ich twarze promienieją.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Szelest liści – 27

Szelest liści brzmiał jak najpiękniejsza muzyka. Wydawało się, że porozumiewają się one ze sobą i wymieniają codziennymi ploteczkami. W pewnej chwili coś je bardzo poróżniło i zaczęły się ze sobą kłócić. Przekrzykiwały się jeden przez drugiego, tak że nic nie można było zrozumieć. Trwało to jakiś czas, aż w końcu się zmęczyły i zamilkły. Po chwili zrozumiały, że ta kłótnia nie miała większego sensu. I tak żaden nie pamiętał, co wykrzykiwał. Liście wróciły do dawnych pogaduszek i znowu melodyjnie szeleściły.

Autor: Gwiazdeczka

Szelest liści – 26

Szelest liści brzmiał jak najpiękniejsza muzyka. Wydawało się, że porozumiewają się one ze sobą i wymieniają codziennymi ploteczkami. W pewnej chwili spadła na jeden z liści kropelka wody, która sprawiła, że aromat liści rozszedł się na większą odległość. Przechodząca obok mała dziewczynka uraczyła się tym aromatem, który się rozchodził w pobliżu drzewa, na którym znajdowały się liście. Było to drzewo dość egzotyczne, jednakże dobrze zaaklimatyzowało się w osiedlowym parku. Było ono chlubą mieszkańców okolicznych domków jednorodzinnych, gdyż mało gdzie udało się zaaklimatyzować tego rodzaju drzewo, które, gdy było zwilżone kroplami delikatnego deszczu, potrafiło rozsyłać przyjemne zapachy na najbliższe otoczenie. Łacińska nazwa drzewa nie mówiła laikowi zbyt wiele, lecz zapach był piękny i wymowny.

dla Wojtka napisał AMK

Szelest liści – 25

Szelest liści brzmiał jak najpiękniejsza muzyka. Wydawało się, że porozumiewają się one ze sobą i wymieniają codziennymi ploteczkami. W pewnej chwili umilkły, bo parkowymi alejkami zaczął przechadzać się sam wiatr. Przybrał ludzką postać i dostojnie spacerował, choć co chwila skakał i wirował, jakby w tańcu. Liście patrzyły na niego z respektem i szacunkiem, jak na szanowanego nauczyciela. Po kilkunastu minutach wiatr uśmiechnął się, machnął połą płaszcza i wrócił do swojej normalnej postaci. Znowu szeleszczące liście rozmawiały ze sobą, ale te rozmowy były trochę inne. Zastanawiały się, czy jest możliwe, żeby one też mogły zmienić swoją postać, jak wiatr przed chwilą. Pytania cichły, mimo wiatru. Za to w serduszku każdego listeczka wykiełkowała nadzieja.

Autor: Ewa Damentka