Malutkie dziecko – 23

Malutkie dziecko uśmiechało się i gaworzyło. Wyciągało rączki do swoich rodziców i patrzyło na nich z ufnością.Taki właśnie obraz pamiętamy z własnego dzieciństwa i dzieciństwa obserwowanych przez nas dzieci, które niepostrzeżenie wyrastają na dużych, pyskatych, czasem niewdzięcznych ludzi” – myślała sobie starsza kobieta, która obserwowała tę scenę.

Staruszka rozważała dalej: „kiedy kończy się ta dziecięca sielanka? Co sprawie, że się kończy? Co można zrobić, by wzajemne zaufanie, szacunek, opieka, wysłuchanie, uważność, akceptacja były powszechnymi cechami?”.

To dla niej ważne pytania. Zależało jej, żeby rozgryźć tę sprawę. Była wróżką zesłaną przez Wszechświat na Ziemię, ale nawet ona nie wiedziała, co można zrobić. Kątem oka zobaczyła, że przyglądał się jej Merlin.

– Głośno myślisz – szepnął.

– Wszyscy mnie słyszą?

– Chyba tylko ja, choć nie jestem pewien tej starszej pani w rogu sali. Przygląda się nam dyskretnie i ze zrozumieniem.

Zaskoczeni usłyszeli telepatyczny przekaz od nieznajomej: „Jeśli chcecie, mogę rozwiać wasze wątpliwości i rozterki związane z dorastaniem ludzi”.

Merlin i czarodziejka uśmiechnęli się krzywo, choć starali się zachować neutralne miny. Zapłacili i szybko wyszli z lokalu. Nieznajoma została w środku, wyglądała na rozbawioną. Pod nosem mruknęła: „Jeszcze tu wrócicie”. Oni też byli tego świadomi, ale najpierw potrzebowali ochłonąć i się do tego spotkania przygotować.

Zacierając za sobą ślady, wrócili do Szkoły Czarowania Babci Jagi. Ku swojemu zdziwieniu zobaczyli, że nieznajoma też jest w szkole i rozmawia z Głosem i Babcią jagą.

– Co się dzieje? – zapytała czarownica.

– Pewnie się niedługo dowiemy – powiedział Merlin z ponurą miną i ruszył w kierunku Babci Jagi.

Zatrzymał go dyskretny gest Babci Jagi i telepatyczne polecenie Głosu: „My ją zatrzymamy tu rozmową, a ty zbierz kogo się da i zorganizuj wycieczkę. Może do świata podwodnego. Neptun już na was czeka. Damy znać, kiedy będziecie mogli bezpiecznie wrócić”.

Autor: Archiwista SC

Malutkie dziecko – 10

Malutkie dziecko uśmiechało się i gaworzyło. Wyciągało rączki do swoich rodziców i patrzyło na nich z ufnością. Oni jednak nie dali się zwieść. W ich sercach gościł niepokój i uważnie przyglądali się maleństwu. Mieli rację, to był odmieniec. Gdyby zaczęli się nim opiekować, to ich dziecko na zawsze zostałoby uwięzione w dziwnym czarodziejskim świecie.

Wiedzieli, że nie mogą być sympatyczni. Mówili do odmieńca ostrym tonem i kazali mu się wynosić. Po chwili zaskoczeni zobaczyli kłęby zielonej mgły i usłyszeli cichy trzask. Odmieniec zniknął, a na jego miejscu znów leżało ich dziecko, które przyglądało się im przestraszone i trzęo się, mimo że w pokoju było ciepło. Matka złapała je na ręce i przytuliła do serca.

Za chwilę, z lekkim pyknięciem otwieranego portalu, pojawił się Merlin. Poprosił, by kobieta dała mu dziecko. Trzymał je w ramionach i przechadzał się z nim po pokoju. Cicho mówił. Jego spokój udzielał się i maleństwu, i jego rodzicom.

– Merlinie, dziękujemy za ostrzeżenie.

– Na szczęście byliście uważni.

– Czy to się powtórzy?

– Nie wiem – odpowiedział z wahaniem czarodziej, po czym zapytał:

– Co powiecie na czasową przeprowadzkę do Szkoły Czarowania Babci Jagi? W waszym świecie zaczynają się dziać dziwne rzeczy, a tam będziecie bezpieczni.

Małżonkowie spojrzeli po sobie i kiwnęli głowami na znak zgody.

– Zaraz się spakujemy – powiedziała kobieta.

– Nie ma takiej potrzeby – odpowiedział Merlin. – Już jesteście połączeni ze szkołą. Musicie tylko pamiętać, żeby zawsze wszystkie drzwi był otwarte. Gdybyście przypadkiem zamknęli drzwi wejściowe do mieszkania, do sypialni, kuchni czy łazienki, to całe mieszkanie lub zamknięte pomieszczenie mogłoby zniknąć, zostać przeniesione nie wiadomo gdzie. Obiecajcie, że zamkniecie drzwi dopiero wtedy, gdy wam o tym powiem.

– Zgoda – odpowiedzieli zaskoczeni rodzice maleństwa.

Za drzwiami mieszkania zobaczyli grupkę uczniów i czarodziejów, przyglądających się im z zaciekawieniem.

– Czy oni będą mieszkali z nami?

– Tak, ale każdy w swoim pokoju. Bez obaw, nikt nie wchodzi do cudzych mieszkań – roześmiał się Merlin.

Tymczasem uspokojony maluszek ziewnął i przeciągnął się w ramionach Merlina. Czarodziej spojrzał na niego z sympatią i przekazał go matce.

Autor: Archiwista SC

Szelest liści – 34

Szelest liści brzmiał jak najpiękniejsza muzyka. Wydawało się, że porozumiewają się one ze sobą i wymieniają codziennymi ploteczkami. W pewnej chwili powiał silniejszy jesienny wiatr, a one oderwały się od swoich gałęzi i uleciały wysoko w niebo. Cieszyły się jak dzieci, tańczyły, wirowały i cały czas rozmawiały ze sobą. Wiatrowi spodobała się ich zabawa, więc pomagał, jak mógł. Dmuchał od dołu, podtrzymywał w powietrzu, obracał jak w tańcu. Kiedy w końcu opadły na ziemię, dalej szeptały, a potem zaczęły powoli usychać. Wiosną obudzą się jako świeże listeczki na drzewach i wtedy rozpocznie się ich nowa przygoda. Na razie warto przeżyć do końca tę, bo na liście opadłe na ziemię czeka jeszcze wiele atrakcji, zanim zupełnie zapadną w zimowy sen.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Szelest liści – 22

Szelest liści brzmiał jak najpiękniejsza muzyka. Wydawało się, że porozumiewają się one ze sobą i wymieniają codziennymi ploteczkami. W pewnej chwili wiatr ucichł. Większość liści znieruchomiała, jednak na osice dalej trwała zażarta dyskusja. Liście szeleściły i poruszały się w różnym rytmie, choć wiatru już nie było. Wyglądało to, tak jakby zawzięcie dyskutowały ze sobą. Ba, jakby dyskutowało samo drzewo, bo jego gałęzie również unosiły się i opadały, jakby chciały wtrącić się do dyskusji rozpoczętej przez liście. Niektórym osikom tak już zostało i czasami możemy obserwować, jak ich liście szeleszczą i poruszają się w bezwietrzną pogodę. Może tak bardzo lubią ze sobą rozmawiać, że wiatr zupełnie nie jest im potrzebny?

Autor: Brzozowa Bajdulka

Szelest liści – 11

Szelest liści brzmiał jak najpiękniejsza muzyka. Wydawało się, że porozumiewają się one ze sobą i wymieniają codziennymi ploteczkami. W pewnej chwili wiatr powiał silniej i szelest stał się szybszy i głośniejszy. Tym samym przyspieszyły rozmowy. Wiatr zwolnił i szmer rozmów szeleszczących liści spowolnił, a następnie ucichł zupełnie, gdy wiatr się zatrzymał. Spodobała się wiatrowi ta zabawa, więc przyspieszał, zwalniał, stawał, niektóre prędkości utrzymywał dłużej, inne krócej lub zupełnie krótko. Szeleszczące liście dopasowywały się i zmieniały głośność i tempo rozmowy w zależności od siły wiatru, który był ich dyrygentem. I tak właśnie powstała pierwsza muzyka.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Stary człowiek – 42

Stary człowiek z życzliwością przyglądał się brykającym źrebakom. Wiedział, że młodość musi się wyszumieć. Wyprostował się i lekko zalśniły mu oczy. Przypomniało mu się, jak sam był kiedyś małym chłopcem i chciał brykać, rozrabiać, bawić się i dokazy­wać. Roznosiła go radość i młodość. Miał niewyczerpane siły ży­ciowe. To wszystko przypomniało mu się, gdy patrzył na młode źrebaki.

dla Daniela napisała Brzozowa Bajdulka

Szczęście matki – 15

Szczęście matki siedziało całkiem zadowolone. Potem wstało, przeszło parę kroków i znowu usiadło. Rozejrzało się dookoła i w jego oczach widać było ciekawość. Tyle rzeczy do poznania, tyle świata do zdobycia. Popatrzyło uważnie na matkę i zdecydowało, że najpierw zdobędzie jej serce, a wtedy bezpiecznie zacznie poznawać i zdobywać resztę świata. Szczęście matki nie wiedziało jeszcze, że to matczyne serce zdobyło już dawno, i że jej miłość potrafi wszystko, nawet przenieść góry, jeśli taka będzie potrzeba. Popatrzyło w oczy matki i samo poczuło wielką miłość w swoim serduszku – miłość do swojej mamy – świeżą, niewinną, czystą i mocną.

dla Patrycji napisała Brzozowa Bajdulka