Księga zaklęć – 55

Księga zaklęć cierpliwie czekała na partnera, który ją dopełni. Wiedziała, że jej olbrzymi potencjał może ujawnić się tylko przy właściwej osobie. Dokładnie więc przyglądała się biorącym ją do ręki czytelnikom. Wreszcie wziął ją do ręki potężny Czarownik, który poznał się na jej mocy i wartości. Uśmiechnął się z satysfakcją i szepnął: „moja ty jesteś, będę o ciebie dbał”. Schował ją do ciemnej skrzyni i zamknął na klucz. Książka drżała ze złości, obrzydzenia i przerażenia, bo poczuła, że rzeczywiście ten czarownik ma być partnerem, przy którym ona ujawni swój olbrzymi potencjał. Wiedziała o tym, ale nie chciała go. Wydawał się jej brzydki, oślizgły i przesiąknięty czystym złem. Ciekawe, że innym księgom czarodziej wydawał się interesujący, czarujący i dobry. Skąd taka różnica w ocenach? Księga zaklęć patrzyła głębiej niż inni, oceniała serce, zamysły i intencje. Wiedziała, że czarownik chce się uczyć jej potencjału, by niszczyć miłość i i szkodzić ludziom i światu.

W czasie tych rozterek i analiz Księga nagle poczuła się kimś innym niż dotąd. Przestała być przedmiotem, stała się świadomą istotą, zdeterminowaną by walczyć i bronić tego, co kocha, czego bronić należy. Nawet nie zauważyła, że urosła, a skrzynia, w której się znajdowała, zaczęła trzeszczeć. Jej deseczki się łamały. Księga wypłynęła ze skrzyni. Otrzepała się i na nowo ułożyła swoje kartki, a następnie uważnie rozejrzała się po pomieszczeniu. Zignorowała czarodzieja, który próbował ją złapać i popłynęła do świetlistego obłoczka pod sufitem. On otworzył się i Księga przepłynęła przez niego. Obłoczek zamknął się, zafalował i znikł, zanim czarodziej zdążył zareagować. Tymczasem Księga domyśliła się, że obłoczek był portalem, bo znalazła się w nieznanym sobie, świetlistym, dobrym miejscu, w bibliotece Szkoły Czarowania Babci Jagi.

Przy dużym bibliotecznym stole stali: Babcia Jaga, Merlin, Złota Rybka, Jenczy, Jęczydusza i Jagoda oraz Jagódka, Jęczyduszka i Młody Adept z Merlinkiem*. Dalej, w bezpiecznej odległości stała również Aks z Kasztankiem i KaZetBe. Co chwila ktoś wchodził do biblioteki, jakby wszyscy chcieli być świadkami tej ważnej chwili.

Księga ułożyła się bezpiecznie na blacie bibliotecznego stołu i uważnie spojrzała na Babcię Jagę i Merlina.

– Dziękuję – powiedziała.

– Tu jesteś bezpieczna. Dokonałaś transformacji, proroctwo się wypełniło – szepnął Głos.

– Ale myślałam, że to będzie przebiegało inaczej… – zaprotestowała Księga.

Przerwał jej gromki śmiech. Merlin, trzymając się za brzuch, powiedział:

– Jak też tak myślałem.

Złota Rybka ocierała łzy radości i szepnęła:

– Ja również myślałam, że będzie inaczej.

Babcia Jaga pogładziła delikatnie Księgę i powiedziała:

– Witaj w domu. Każde z nas dokonało transformacji w zaskakujący sposób. Myślę, że ciebie też czeka jeszcze wiele niespodzianek. Na razie na szczęście masz czas, żeby poznać siebie i swój potencjał. Nie wiem, ile tego czasu będziesz miała, ale jestem przekonana, że na pewno poznasz się na tyle dobrze, by w każdych warunkach zadbać o swoje bezpieczeństwo i robić to, do czego zostałaś stworzona Strażniczko Światła.

Księga znieruchomiała, inni również. „Strażniczka Światła” – dało się słyszeć szepty. Merlin głośno powiedział:

– To prawda. Księga jest prawdziwą Strażniczką Światła i na szczęście przynajmniej przez pewien czas będziemy ze sobą współpracować.

Na znak Jenczy goście zaczęli powoli wychodzić z biblioteki. Z Księgą zostali Głos, Merlin, Babcia Jaga i Jenczy. Mieli dużo do obgadania. Zapowiadał się pracowity czas.

Autor: Archiwista SC

Złota Rybka wolno płynęła – 29

Złota Rybka wolno płynęła, uważnie rozglądając się. Zupełnie jakby czegoś szukała. Wreszcie odetchnęła z ulgą i podpłynęła do malutkiej dziewczynki siedzącej plaży.

– Duszko – to ja Złota Rybka.

– Odejdź – szepnęła Duszka.

– Czemu?

– Jesteś zła, wszyscy jesteście źli – dziewczynka zaniosła się płaczem.

Złota Rybka kątem oka zobaczyła chichoczącego Merlinka, który na jej widok szybko schował się w zaroślach. Tam jednak czekali na niego Merlin i Młody Adept.

– Co jej zrobiłeś?

– Ja? Nic – wzruszył ramionami Merlinek, ale oczy świeciły mu się z radości.

Popatrzył na nich i z cynicznym triumfem w głosie zapytał:

– No i co mi zrobicie? Z każdym mogę zrobić to samo co z nią.

– Skrzywdziłeś ją.

– Nie, tylko ona głupia wierzy we wszystko, co się jej powie.

– Chyba już nie we wszystko – smutno powiedziała Duszka, którą trzymała w objęciach Złota Rybka.

– Wy, wy…. – Merlinek wściekły, że Duszka przytomnieje, chciał uderzyć najbliższą osobę, ale to mu się nie udało. Coś splątało jego ręce i został uniesiony w górę przez silne ramiona Młodego Adepta.

– Zabieramy go – powiedział Merlin do Złotej Rybki.

– Ale wrócicie po nas? Nie wiem, gdzie jestem – ze strachem powiedziała Duszka.

– Oczywiście – uśmiechnął się Merlin i rzucił poważne spojrzenie Złotej Rybce. Przekazał jej telepatycznie myśl: „pamiętaj, wierzę w ciebie”.

Złota Rybka spacerowała po plaży i w ramionach tuliła Duszkę. Potem usiadła, a Duszkę ułożyła na swojej chuście. Zanuciła kołysankę. Dziewczynka zasnęła, ale nie miała dobrego snu. Jej buzię wykrzywiał strach i co chwila zrywała się, jakby chciała uciekać. Złota Rybka dalej nuciła kołysankę, ale w pewnej chwili zrezygnowana powiedziała:

– Nie wiem, co zrobił ci Merlinek. Nie wiem, jak to odplątać, jak to z ciebie zdjąć czy wyjąć.

– Ale my wiemy, zapomniałaś o nas – rozległo się kilka głosów dookoła.

Podniosła głowę i zobaczyła syreny, które mówiły jedna przez drugą:

– Widziałyśmy, co zrobił Merlinek, jakie siły przyciągnął i nasłał na Duszkę.

– Schowałyśmy się, żeby nie zrobił tego też z nami.

– Nie damy rady same tego odkręcić.

– Potrzebujemy was, wszystkich was.

– Wszystkich czarodziejów.

– I wszystkich Głosów – rozległ się poważny przekaz.

Głos uruchomił transport awaryjny i nagle syreny, Duszka i Złota Rybka znalazły się w głównej sali Szkoły Czarowania Babci Jagi. Tam już czekali na nie Babcia Jaga, Merlin, Kokoryczka i wiele innych osób.

Głos kontynuował z troską:

– Nie wiemy, jak to się stało. Merlinek uruchomił czarną magię. Odpowiedział na czyjeś wezwanie i zaprosił Czerń do naszego świata, do wszystkich światów, które znalazły się pomiędzy, by przetrwa. Sposób ataku wypróbowali najpierw na Duszce, bo wydawała się bezbronna. Tak naprawdę, żadne z nas nie miałoby szans, żeby się obronić. Dzięki temu, że syreny udostępniły nam swoje umysły, zobaczyliśmy, co się stało. Kochani, Wszechświat trzęsie się w posadach, wszystkie wszechświaty. Jeżeli ten Czarny Mag osiągnie swój cel, to zniknie wszystko, nawet on sam.

Na razie zamknęliśmy drogi, którymi komunikował się z Merlinkiem. Niestety było ich wiele i ciągle tworzą się nowe. Monitorujemy sprawę. Duszkę powierzamy Złotej Rybce. Razem z syrenami zapewnią jej dobry sen, my tymczasem konsultujemy się z innymi szkołami czarowania i podejmiemy odpowiednie działania.

– A Merlinek? – zapytała zatroskana Złota Rybka.

– Pokazujemy mu skalę zniszczeń, jakich dokonał i symulację, jak ona postępowałaby dalej, gdybyśmy jej nie przerwali. Nie dociera do niego, że siła, której służy, zabiłaby również jego. Myśli, że sam jest wielkim magiem, a Czarny to jego sługa. Czarny Mag go w tym utwierdza, bo dzięki temu usypia jego czujność i może swobodnie działać.

– Czy kiedykolwiek odzyskamy Merlinka? – zapytała Złota Rybka?

– Nie wiemy.

– Wiemy – odezwała się nieoczekiwanie Kokoryczka.

Uśmiechnięta patrzyła na Babcię Jagę i Merlina. Ci zmieszali się i spojrzeli po sobie, a Głos przekazał im telepatycznie pytanie „Czyżby ona już wiedziała? Skąd? Jak?”.

* * *

Złota Rybka i syreny opiekowały się Duszką.

Merlin, Babcia Jaga, Jenczy, Jęczydusza i inni nauczyciele pracowali nad zabezpieczeniem szkoły. Pomagali im młodsi asystenci, uczniowie i goście.

Merlin i Głos rozmawiali z Merlinkiem.

A Babcia Jaga, Głos i Merlin coraz uważniej przypatrywali się Kokoryczce i zastanawiali się, co ona już wie, czego nie wie i co można jej powiedzieć. Mieli dziwne wrażenie, że jej pomoc może okazać się kluczowa w tej sprawie. Ale też wiedzieli, że nie mogą jej powiedzieć za dużo.

Jedyną spokojną osobą w szkole była Kokoryczka, która po prostu wiedziała, że wszystko dobrze się skończy, choć nie umiała tego wyjaśnić.

Autor: Archiwista SC

Księga zaklęć – 51

Księga zaklęć cierpliwie czekała na partnera, który ją dopełni. Wiedziała, że jej olbrzymi potencjał może ujawnić się tylko przy właściwej osobie. Dokładnie więc przyglądała się biorącym ją do ręki czytelnikom. Jak dotąd znalazły się dwie osoby, które wzbudziły zaufanie Księgi. Z jakichś powodów były jej bliskie. Nie rozumiała, jak to mogło się dziać, ale pomagała im, gdy tego potrzebowali. Jednak nie ujawniała się. Czas pokazał, że miała rację. Każda z tych osób dokonała olbrzymiej zmiany swoich priorytetów, zachowania i sposobu, w jaki korzysta ze swoich zasobów. Stali się tyranami dręczącymi ludzi.
Gdy księga się o tym dowiedziała, zrobiło się jej smutno, bo sama przyczyniła się do wzrostu tych postaci. Jednak wrodzony rozsadek wziął górę i nadeszły myśli, jak może wykorzystać fakt, że ich zna? Jak opracować zestaw cech, które należy sprawdzać? Czy w młodości rzeczywiście byli dobrymi ludźmi, czy tylko takich udawali? Przygotowywała się więc, wiedząc, że gdy znajdzie się prawdziwy Czytelnik, to ona będzie już gotowa, by go rozpoznać.

Bardzo zdziwiła się, gdy wreszcie poznała Czytelnika, który ją dopełnił. Było to raczkujące małe dziecko, które położyło na niej swoją rączkę, a potem z zaciekawieniem patrzyło, jak mama przewracała jej karty.

Wtedy też Księga zrozumiała swoją tajemnicę, to nie Czytelnik miał działać, wykorzystując jej moc w dobrych celach, to ona miała działać dla swojego Czytelnika i chronić go. Miała posprzątać ten stary skorumpowany świat. Zmienić, przekształcić w nowy i przygotować go dla swojego Czytelnika i wielu innych dzieci – trochę podrośniętych, małych i nowo narodzonych. Pomyślała, że dorosłym ludziom też przyda się życie w raju, w który Księga zamierzała zmienić Planetę Ziemię. Już tego dokonuje, choć może na razie nie dla wszystkich jest to widoczne.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Złota Rybka wolno płynęła – 3

Złota Rybka wolno płynęła, uważnie rozglądając się. Zupełnie jakby czegoś szukała. Wreszcie odetchnęła z ulgą. Znalazła ich. Zauważyła spiczastą czapkę Merlina, przysadzistą sylwetkę Babci Jagi, wspaniałą grzywę Kasztanka. Wszyscy nauczycie, uczniowie i inni mieszkańcy Szkoły Czarowania znajdowali się na dnie morza w przezroczystej szklanej bańce. Wydawali się zdezorientowani i zaniepokojeni. Już zaczynało im brakować powietrza i kilkoro z najmłodszych chyba zemdlało. Syreny, trytony i nawet sam Neptun przyglądali się im z troską i bezradnością. Odetchnęli z ulgą na widok Złotej Rybki. Ta nie traciła czasu na podziękowania, że zawiadomili ją tak szybko o niebezpieczeństwie, w jakim znaleźli się jej przyjaciele. Dała znak, by się odsunęli i dobrze schowali, a następnie przemieniła się w olbrzymi wir, podwodną trąbę morską, która przeniosła bańkę z jej przyjaciółmi na ląd i troskliwie postawiła na trawiastym stepie. Następnie zmieniła się w wieki topór, który z wielką siłą uderzył w szklaną powierzchnię. Udało się, bańka pękła. Złota Rybka odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła, że wszyscy są bezpieczni, a Duszka i Jadzia odzyskują przytomność. Ucieszyła ją również wiadomość od Neptuna, że on sam oraz syreny, trytony i wszystkie morskie stworzenia też są bezpieczni.

Przelotnie zastanowiła się, co się dzieje ze Szkołą Czarowania. Po chwili zobaczyła portal, który otworzył Głos. Zdaje się, że dużo będą mieli sobie do opowiadania i wyjaśniania. Na razie najważniejsze, że wszyscy przez ten portal przeszli i wrócili do swojego domu, do Szkoły.

Autor: Archiwista SC

Księga zaklęć – 36

Księga zaklęć cierpliwie czekała na partnera, który ją dopełni. Wiedziała, że jej olbrzymi potencjał może ujawnić się tylko przy właściwej osobie. Dokładnie więc przyglądała się biorącym ją do ręki czytelnikom. Bardzo uważnie obserwowała sięgającym po nią uczniom i czarodziejom ze Szkoły Czarowania Babci Jagi. Już rozpoznawała, przy kim ma ukrywać swoją naturę. Przyglądała się pozostałym. Miała przeczucie, że właśnie wśród nich znajdzie się osoba, która ją dopełni. Postać, z którą przeżyją wspólną przygodę, podróż życia i wypełnią swoje przeznaczenie.

Autor: Archiwista SC

Turkot kołowrotka – 10

Turkot kołowrotka był cichutki. Niewiele osób go słyszało, a z nich mało kto zatrzymywał się, żeby zajrzeć do jaskini, w której przędła się jego osobista nić życia, która zależała od fachowości, koncentracji, uprzejmości i życzliwości Prządki, która przędła cały czas. Nawet nie mogła napić się herbaty, zjeść obiad, porozmawiać z rodziną, pójść na spacer, czy też się zdrzemnąć. Tkała i tkała, całe dnie, całe noce… Tkała, tkała, tkała… Chciałabym poznać moją Prządkę i osobiście podziękować jej. A Ty, jak myślisz? Warto ją poznać?

Autor: Kokoryczka

Dawno dawno temu – 58

Dawno, dawno temu, kiedy czas był jeszcze młody, a wszechświat dopiero się formował, na świecie pojawiła się pierwsza radosna istota. Stworzona była z czystej energii i porządkowała Wszechświat, pamiętając przy tym, że ma on być piękny i harmonijny. Dzięki niej we Wszechświecie pojawiła się pierwsza muzyka i pierwsze odczucia, a wszystko wypełniła miłość.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Lubię patrzeć na ludzi – 40

Lubię patrzeć na ludzi. Wielu z nich nie zauważa mnie, bo są zajęci swoimi sprawami, a ja, patrząc na nich, czuję, że żyję. Że nie wszystko umarło razem z moimi bliskimi. Wychodzę czasem na ruchliwe ulice i do galerii handlowych. Czuję ich ruch, energię, widzę radość lub zatroskanie. Mają swoje cele, dążenia. Dzięki nim żyję. Gdy straciłam tych, których kochałam, mój świat się zatrzymał. Gdy widzę innych ludzi, wiem, że zatrzymał się tylko mój świat, ich światy ciągle są w ruchu. To pomogło mi się przełamać. Odzyskałam swoje życie, zorganizowałam je na nowo. I w sercu zachowałam wdzięczność do ludzi za to, że są. Dlatego nadal lubię się im przyglądać.

Autor: Jęczyduszka

Księga zaklęć – 8

Księga zaklęć cierpliwie czekała na partnera, który ją dopełni. Wiedziała, że jej olbrzymi potencjał może ujawnić się tylko przy właściwej osobie. Dokładnie więc przyglądała się biorącym ją do ręki czytelnikom.

Wreszcie znalazła! To on. Szybko przemieniła się w otwór, który wciągnął jego rękę i zaczął pochłaniać barki, głowę. Wciągał do siebie całe ciało. Ku swojemu zdziwieniu księga odkryła, że to nie ona pochłonęła Czytelnika, tylko on ją przemienił w coś malutkiego, zamkniętego w ciasnej żelaznej skrzyneczce wtopionej w jakąś skałę.

– Merlinie, jak ci się to udało to zrobić? – zapytała Księżniczka.

– Postanowiłem przejrzeć waszą zamkową bibliotekę. Znam ją od lat. Tej książki nie było tam wcześniej, a nie widziałem, byście coś dokupowali. Przecież od miesięcy drogi są nieprzejezdne i żadem kupiec nie miał szansy dojechać do zamku.

– Jak ją rozpoznałeś?

– Później ci wyjaśnię. Na razie nie patrz na tego potwora i nigdy go nie odwiedzaj. A teraz zaufaj mi i wyjdź.

Księżniczka wyszła zasępiona i posła do ojca, króla, żeby opowiedzieć mu o tym wydarzeniu. Udali się do sali tronowej, by tam zaczekać na Merlina.

Tymczasem Merlin przykucnął przed klatką i powiedział:

– Witaj stary przyjacielu, jak widzę pomysłów ci nie brakuje. Zamienić się księgę, no, no…

– Po czym mnie rozpoznałeś?

– Wybacz, nie zasługujesz na tę odpowiedź.

– Przecież będę tu siedział po wieki, nie wykorzystam tej wiedzy.

– Mam nadzieję, że będziesz tu siedział po wieczność, ale muszę się liczyć z każdą możliwością – smutno odpowiedział Merlin i dodał – skorzystaj, odpocznij. Wrócę potem, mam wiele pytań.

– Na żadne nie odpowiem.

– Tak ci się wydaje – odpowiedział Merlin i wyszedł lochów.

Był pewien tego, co mówi, bo wcześniej rzucił czar, który czarodziejowi-księdze odebrał zdolność czarowania oraz mówienia, pisania czy wyświetlania czegokolwiek. Czar umożliwiał tylko mówienie w obecności Merlina i zawierał w sobie nakaz dzielenia się prawdą, samą prawdą, tylko prawdą.

Po wyjściu Merlina w lochach zapanowała cielność. Czarodziej-księga pomyślał, że pewnie są tu jeszcze inni uwięzieni. Próbował rozmawiać z nimi. Bez skutku. Po paru chwilach zobaczył, że skała przesuwa się i zasłania mu widok na lochy. Zostało więc mu tylko czekać na wizytę Merlina i smętnie rozważać, jaki popełnił błąd, że dał się złapać w pułapkę śmiertelnemu wrogowi.

Autor: Archiwista SC

Księga zaklęć – 1

Księga zaklęć cierpliwie czekała na partnera, który ją dopełni. Wiedziała, że jej olbrzymi potencjał może ujawnić się tylko przy właściwej osobie. Dokładnie więc przyglądała się biorącym ją do ręki czytelnikom. Wreszcie doczekała się. Odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła starszą miłą panią, która weszła do księgarni. Szybciutko zdjęła z siebie elektroniczne zabezpieczenie, które zręcznie złapała jej sąsiadka, książka z przepisami kulinarnymi. W zamian dostała od niej banderolę z napisem: „bezpłatny egzemplarz reklamowy” i założyła ją na siebie. Wskoczyła do koszyka kobiety. Ta zauważyła jej skok, ale księga tak rozpaczliwie i prosząco patrzyła jej prosto w oczy, że kobieta uśmiechnęła się, pogładziła jej okładkę i powiedziała cicho: „Nie bój się, wezmę cię ze sobą”. Dobrała jeszcze kilka książek i podeszła do kasy, żeby za nie zapłacić. Wszystkie książki schowała do torby i zamyśliła się. Miała jeszcze ochotę na kawę i jakieś ciastko, ale czuła, że powinna wracać już do domu, żeby obejrzeć dziwną książkę, która sama wskoczyła do jej koszyka. Szybko wróciła więc do domu, kupując po drodze ciasteczka.

W domu zaparzyła kawę, a ciasteczka położyła na talerzyku. Sama rozsiadła się wygodnie w fotelu i wyciągnęła z torby tajemniczą książkę. Zdjęła banderolę. Przyjrzała się okładce. Pogładziła książkę delikatnie i zapytała: „Kochana, co chciałaś mi powiedzieć?”. Księga westchnęła z ulgą i otworzyła pierwszą stronę, na której wyświetliła napis przeznaczony tylko dla kobiety. Potem odwracała kartkę za kartką, podświetlając słowa, które kobieta powinna przeczytać. Po wyświetleniu ostatniego komunikatu zamknęła okładkę i wyświetliła na niej znak zapytania.

Zamyślona kobieta nadal trzymała księgę na kolanach. Wiadomość mocno ją poruszyła i przestraszyła. Gdzieś w środku tliło się pytanie: „Dlaczego ja? Nie mógł to być ktoś inny?” Drżała, wręcz dygotała i bardzo chciało się jej płakać. Uspokajała się powoli. Może docierała do niej waga przekazu, powaga sytuacji, konieczność działania?

Zapomniała o kawie i ciasteczkach. Długo siedziała z księgą na kolanach. W końcu podniosła księgę, przytuliła ją do serca i zapytała: „To kiedy zaczynamy?”. Księga zatrzepotała, kobieta wypuściła ją z ramion, a ona podfrunęła na stół, otworzyła jedną ze swoich stron i wyświetliła komunikat. Potem zadała pytanie, a gdy kobieta odpowiedziała, wyświetliła kolejną wiadomość. I tak stopniowo księga i kobieta uczyły się nawzajem siebie samych i poznawały ogólny zakres i szczegóły swojego zadania. A potem…, potem zaczęły je realizować, krok po kroku… I robią to po dziś dzień…

Autor: Brzozowa Bajdulka