Turkot kołowrotka był cichutki. Niewiele osób go słyszało, a z nich mało kto zatrzymywał się, żeby zajrzeć do jaskini, w której przędła się jego osobista nić życia, która zależała od fachowości, koncentracji, uprzejmości i życzliwości Prządki, która przędła cały czas. Nawet nie mogła napić się herbaty, zjeść obiad, porozmawiać z rodziną, pójść na spacer, czy też się zdrzemnąć. Tkała i tkała, całe dnie, całe noce… Tkała, tkała, tkała… Chciałabym poznać moją Prządkę i osobiście podziękować jej. A Ty, jak myślisz? Warto ją poznać?
Autor: Kokoryczka