Szelest liści – 17

Szelest liści brzmiał jak najpiękniejsza muzyka. Wydawało się, że porozumiewają się one ze sobą i wymieniają codziennymi ploteczkami. W pewnej chwili wiatr przyspieszył i liście zaczęły rozmawiać w tempie skocznego oberka. Gdy wiatr przycichł, przeszły do walca, a następnie zakończyły rozmowę dostojnym polonezem. To wydawało mi się dziwne, bo polonezy zwykle rozpoczynają bale, a nie kończą rozmowy. Jednak wiatr i liście, jak widać, kierują się swoimi zasadami.

Autor: Ewa Damentka

Młoda kobieta – 422

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do kawiarni. Spodziewała się…, sama nie wiedziała czego…, więc teraz nie wiedziała, czy ma się poczuć zaskoczona, rozczarowana, zdegustowana, czy zadowolona. Kawiarnia jak kawiarnia. Zmarszczyła brwi, obróciła się na pięcie i wyszła na zewnątrz. Obserwujący ją goście i pracownicy kawiarni odetchnęli z ulgą. Z doświadczenia wiedzieli, że takie chodzące chmury gradowe potrafią wszystkim zatruć zabawę. Tymczasem zapowiadał się wspaniały pogodny wieczór i coraz więcej zadowolonych ludzi przychodziło do kawiarni, by miło i w miłym towarzystwie spędzić tu czas.

Autor: Ewa Damentka

Stary człowiek – 45

Stary człowiek z życzliwością przyglądał się brykającym źrebakom. Wiedział, że młodość musi się wyszumieć. Wyprostował się lekko i zalśniły mu oczy. Przypomniało mu się, jak sam był kiedyś małym chłopcem i chciał latać jak latawiec. Nigdy to mu się nie udawało, ale marzył o tym długo i śnił dniami i nocami, wyobrażając sobie, jak wznosi się wysoko i widzi piękny świat w dole.

Autor: Ewa Damentka

Szelest liści – 10

Szelest liści brzmiał jak najpiękniejsza muzyka. Wydawało się, że porozumiewają się one ze sobą i wymieniają codziennymi ploteczkami. W pewnej chwili zamilkły, bo ścieżką nieopodal szło Natchnienie. Nie chciały zakłócać jego zadumy. Gdy Natchnienie oddaliło się nieco, liście zaczęły cichutko rozmawiać, a po chwili rozgadały się i znów plotkowały na całego.

Autor: Ewa Damentka

Szczęście matki – 33

Szczęście matki siedziało całkiem zadowolone. Potem wstało, przeszło parę kroków i znowu usiadło. Rozejrzało się dookoła i w jego oczach otwarte drzwi wiodące na taras. Maluszek podszedł w ich kierunku. Przytrzymał się ich i wszedł na taras, a z niego zszedł na mięciutki zielony trawnik. Położył się na nim i turlał, jakby sprawiało mu to ogromną przyjemność. Potem wrócił do domu, bo zrobił się głodny.

Autor: Ewa Damentka

Młoda kobieta – 421

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do środka. Zgłosiła się do kierowniczki Klubu. Chwilę porozmawiały. Potem poszła do łazienki i przebrała się w strój żółto-zielonej dżdżownicy. Swoje ubranie i torbę zostawiła w przydzielonej jej szafce. Następnie przepełzła przez korytarz i przez uchylone drzwi wpełzła na zajęcia dla przedszkolaków. Najmłodsze książęta i księżniczki uczyły się właśnie o wiośnie, o sadzeniu kwiatów i dżdżownicach, które spulchniają glebę. Młoda kobieta wpełzła w samą porę, by przedszkolanka mogła zacząć opowiadać o robakach i ich budowie. Nikt tylko nie przewidział, że przedszkolaki same zaczną sprawdzać, jak jest zbudowana ich żółto-zielona dżdżownica, a młoda kobieta nie będzie odporna na łaskotki. Śmiejąc się, zrzuciła kaptur i złapała w pasie jedną z dziewczynek.

– Mama, co ty tu robisz?

– Kochanie, dla ciebie gram w przedstawieniu.

Inne przedszkolaki patrzyły zaskoczone i jedno z nich z przerażeniem zapytało, pokazując na żółto-zieloną dżdżownicę:

– Czy każdy taki robak to jakaś mama? To już nie będzie można się nimi bawić, jak je wykopię w ziemi?

No cóż… Na odpowiedź dorosłych może warto spuścić zasłonę milczenia. Nie psujmy już zabawy innym przedszkolakom.

Autor: Ewa Damentka

Młoda kobieta – 420

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do środka. Podeszła do grupki kobiet rozpakowujących paczki i powiedziała:

– Przepraszam, głupio mi. Czy mogę wam w czymś pomóc?

„Anonimowe Księżniczki” roześmiały się. Jedna z nich powiedziała:

– Witaj w grupie, wiedziałyśmy, że kiedyś dołączysz.

Młoda kobieta, która dwa dni temu samotnie pikietowała przed klubem, protestując przeciwko księżniczkom, odetchnęła z ulgą. Wczoraj zdziwiła się, gdy spotkała je na dworcu kolejowym, w grupie wolontariuszy opiekujących się uchodźcami wojennymi. Było jej głupio, że źle oceniła te dziewczyny. Chciała się do nich przyłączyć. Nie wiedziała, jak ją przyjmą, a tu taka niespodzianka. Były życzliwe i patrzyły na nią z sympatią.

Kolejna „księżniczka” powiedziała:

– Wczoraj na dworzec przyniosłaś dużo dobrej zupy w termosach, karty sim, czekoladki dla maluchów. Uważnie słuchałaś, o co proszą uchodźcy. Będzie nam bardzo miło, jak nas dołączysz.

Widząc minę nowo przybyłej, dodała pospiesznie:

– Oczywiście dołączysz do wolontariatu, księżniczką nie musisz być.

Młoda kobieta uśmiechnęła się i powiedziała, że nad tym zastanowi się później, ale może bycie Anonimową Księżniczką nie jest takie złe, jak się jej wydawało.

Te pogodne pogaduszki przerwała kolejna dostawa darów dla uchodźców. Kobiety z zapałem otwierały paczki, przenosiły ich zawartość na półki, a następnie kompletowały rzeczy i pakowały je wielkich toreb, które nazywały „niezbędnikami”. Do każdej z nich wkładały komplet tego, co pomaga przetrwać: ubrania, bieliznę, jedzenie, środki czystości i higieniczne, zabawki dla dzieci… Te „niezbędniki” zanosiły do miejsc, gdzie nocowali uchodźcy. Pomagali im w tym motocykliści. „Ciekawe czy to tajny Klub Anonimowych Książąt na Motorach” – pomyślała rozbawiona młoda kobieta. Kolejna porcja darów przerwała te myśli. Znowu zajęła się wyjmowaniem, sortowaniem i przepakowywaniem rzeczy do kolejnych „niezbędników”. Po raz pierwszy od dawna czuła, że robi coś naprawdę ważnego i pożytecznego.

Autor: Ewa Damentka

Szelest liści – 3

Szelest liści brzmiał jak najpiękniejsza muzyka. Wydawało się, że porozumiewają się one ze sobą i wymieniają codziennymi ploteczkami. W pewnej chwili zamilkły i z uwagą zaczęły przyglądać się spacerowiczom. Westchnęły z zachwytu, gdy zobaczyły Anioła. Najprawdziwszego Anioła, który przechadzał się alejkami miejskiego parku. Dla niepoznaki przybrał postać mężczyzny, który wybrał się na spacer z bliską sobie kobietą. Spacerując, okazywał jej szacunek i wielką uwagę, a jednocześnie swoją miłością ogarniał wszystkich i wszystko, co znajdowało się w pobliżu. Liście zadrżały, gdy otrzymały swoją porcję cudownej anielskiej miłości. Świat wydał się im lżejszy, ciekawszy i milszy. Zachwyciły się również drzewa i umocniły swoje korzenie. Porzuciły myśl o ucieczce z miasta. Chciały odfrunąć z wiatrem lub powędrować pieszo jak enty. Uznały jednak, że zostaną. Skoro zjawił się jeden Anioł, to być może przyjdzie ich więcej. A wtedy wielkomiejski park stanie się rajem.

dla Wojtka napisała Ewa Damentka

Szczęście matki – 29

Szczęście matki siedziało całkiem zadowolone. Potem wstało, przeszło parę kroków i znowu usiadło. Rozejrzało się dookoła i w jego oczach odbiły się otwarte drzwi balkonowe. Maluszek poszedł w ich stronę, ale jeszcze był za mały, żeby pokonać wysoką barierkę, która oddzielała go od balkonu. Popatrzył na matkę, ta wzięła go na ręce i zaraz zaczęli podziwiać widoki z drugiej strony ulicy. A tam machała do mała dziewczynka, którą wzięła na ręce jej mama. Oboje odmachali jej i wrócili do pokoju. Maluszek zajął się zabawą, a mama zastanowiła się przelotnie, czy czasem nie była świadkiem narodzenia się nowej przyjaźni.

Autor: Ewa Damentka