Księga zaklęć – 51

Księga zaklęć cierpliwie czekała na partnera, który ją dopełni. Wiedziała, że jej olbrzymi potencjał może ujawnić się tylko przy właściwej osobie. Dokładnie więc przyglądała się biorącym ją do ręki czytelnikom. Jak dotąd znalazły się dwie osoby, które wzbudziły zaufanie Księgi. Z jakichś powodów były jej bliskie. Nie rozumiała, jak to mogło się dziać, ale pomagała im, gdy tego potrzebowali. Jednak nie ujawniała się. Czas pokazał, że miała rację. Każda z tych osób dokonała olbrzymiej zmiany swoich priorytetów, zachowania i sposobu, w jaki korzysta ze swoich zasobów. Stali się tyranami dręczącymi ludzi.
Gdy księga się o tym dowiedziała, zrobiło się jej smutno, bo sama przyczyniła się do wzrostu tych postaci. Jednak wrodzony rozsadek wziął górę i nadeszły myśli, jak może wykorzystać fakt, że ich zna? Jak opracować zestaw cech, które należy sprawdzać? Czy w młodości rzeczywiście byli dobrymi ludźmi, czy tylko takich udawali? Przygotowywała się więc, wiedząc, że gdy znajdzie się prawdziwy Czytelnik, to ona będzie już gotowa, by go rozpoznać.

Bardzo zdziwiła się, gdy wreszcie poznała Czytelnika, który ją dopełnił. Było to raczkujące małe dziecko, które położyło na niej swoją rączkę, a potem z zaciekawieniem patrzyło, jak mama przewracała jej karty.

Wtedy też Księga zrozumiała swoją tajemnicę, to nie Czytelnik miał działać, wykorzystując jej moc w dobrych celach, to ona miała działać dla swojego Czytelnika i chronić go. Miała posprzątać ten stary skorumpowany świat. Zmienić, przekształcić w nowy i przygotować go dla swojego Czytelnika i wielu innych dzieci – trochę podrośniętych, małych i nowo narodzonych. Pomyślała, że dorosłym ludziom też przyda się życie w raju, w który Księga zamierzała zmienić Planetę Ziemię. Już tego dokonuje, choć może na razie nie dla wszystkich jest to widoczne.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Dawno dawno temu – 58

Dawno, dawno temu, kiedy czas był jeszcze młody, a wszechświat dopiero się formował, na świecie pojawiła się pierwsza radosna istota. Stworzona była z czystej energii i porządkowała Wszechświat, pamiętając przy tym, że ma on być piękny i harmonijny. Dzięki niej we Wszechświecie pojawiła się pierwsza muzyka i pierwsze odczucia, a wszystko wypełniła miłość.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Księga zaklęć – 1

Księga zaklęć cierpliwie czekała na partnera, który ją dopełni. Wiedziała, że jej olbrzymi potencjał może ujawnić się tylko przy właściwej osobie. Dokładnie więc przyglądała się biorącym ją do ręki czytelnikom. Wreszcie doczekała się. Odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła starszą miłą panią, która weszła do księgarni. Szybciutko zdjęła z siebie elektroniczne zabezpieczenie, które zręcznie złapała jej sąsiadka, książka z przepisami kulinarnymi. W zamian dostała od niej banderolę z napisem: „bezpłatny egzemplarz reklamowy” i założyła ją na siebie. Wskoczyła do koszyka kobiety. Ta zauważyła jej skok, ale księga tak rozpaczliwie i prosząco patrzyła jej prosto w oczy, że kobieta uśmiechnęła się, pogładziła jej okładkę i powiedziała cicho: „Nie bój się, wezmę cię ze sobą”. Dobrała jeszcze kilka książek i podeszła do kasy, żeby za nie zapłacić. Wszystkie książki schowała do torby i zamyśliła się. Miała jeszcze ochotę na kawę i jakieś ciastko, ale czuła, że powinna wracać już do domu, żeby obejrzeć dziwną książkę, która sama wskoczyła do jej koszyka. Szybko wróciła więc do domu, kupując po drodze ciasteczka.

W domu zaparzyła kawę, a ciasteczka położyła na talerzyku. Sama rozsiadła się wygodnie w fotelu i wyciągnęła z torby tajemniczą książkę. Zdjęła banderolę. Przyjrzała się okładce. Pogładziła książkę delikatnie i zapytała: „Kochana, co chciałaś mi powiedzieć?”. Księga westchnęła z ulgą i otworzyła pierwszą stronę, na której wyświetliła napis przeznaczony tylko dla kobiety. Potem odwracała kartkę za kartką, podświetlając słowa, które kobieta powinna przeczytać. Po wyświetleniu ostatniego komunikatu zamknęła okładkę i wyświetliła na niej znak zapytania.

Zamyślona kobieta nadal trzymała księgę na kolanach. Wiadomość mocno ją poruszyła i przestraszyła. Gdzieś w środku tliło się pytanie: „Dlaczego ja? Nie mógł to być ktoś inny?” Drżała, wręcz dygotała i bardzo chciało się jej płakać. Uspokajała się powoli. Może docierała do niej waga przekazu, powaga sytuacji, konieczność działania?

Zapomniała o kawie i ciasteczkach. Długo siedziała z księgą na kolanach. W końcu podniosła księgę, przytuliła ją do serca i zapytała: „To kiedy zaczynamy?”. Księga zatrzepotała, kobieta wypuściła ją z ramion, a ona podfrunęła na stół, otworzyła jedną ze swoich stron i wyświetliła komunikat. Potem zadała pytanie, a gdy kobieta odpowiedziała, wyświetliła kolejną wiadomość. I tak stopniowo księga i kobieta uczyły się nawzajem siebie samych i poznawały ogólny zakres i szczegóły swojego zadania. A potem…, potem zaczęły je realizować, krok po kroku… I robią to po dziś dzień…

Autor: Brzozowa Bajdulka

Szelest liści – 34

Szelest liści brzmiał jak najpiękniejsza muzyka. Wydawało się, że porozumiewają się one ze sobą i wymieniają codziennymi ploteczkami. W pewnej chwili powiał silniejszy jesienny wiatr, a one oderwały się od swoich gałęzi i uleciały wysoko w niebo. Cieszyły się jak dzieci, tańczyły, wirowały i cały czas rozmawiały ze sobą. Wiatrowi spodobała się ich zabawa, więc pomagał, jak mógł. Dmuchał od dołu, podtrzymywał w powietrzu, obracał jak w tańcu. Kiedy w końcu opadły na ziemię, dalej szeptały, a potem zaczęły powoli usychać. Wiosną obudzą się jako świeże listeczki na drzewach i wtedy rozpocznie się ich nowa przygoda. Na razie warto przeżyć do końca tę, bo na liście opadłe na ziemię czeka jeszcze wiele atrakcji, zanim zupełnie zapadną w zimowy sen.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Szelest liści – 22

Szelest liści brzmiał jak najpiękniejsza muzyka. Wydawało się, że porozumiewają się one ze sobą i wymieniają codziennymi ploteczkami. W pewnej chwili wiatr ucichł. Większość liści znieruchomiała, jednak na osice dalej trwała zażarta dyskusja. Liście szeleściły i poruszały się w różnym rytmie, choć wiatru już nie było. Wyglądało to, tak jakby zawzięcie dyskutowały ze sobą. Ba, jakby dyskutowało samo drzewo, bo jego gałęzie również unosiły się i opadały, jakby chciały wtrącić się do dyskusji rozpoczętej przez liście. Niektórym osikom tak już zostało i czasami możemy obserwować, jak ich liście szeleszczą i poruszają się w bezwietrzną pogodę. Może tak bardzo lubią ze sobą rozmawiać, że wiatr zupełnie nie jest im potrzebny?

Autor: Brzozowa Bajdulka

Szelest liści – 11

Szelest liści brzmiał jak najpiękniejsza muzyka. Wydawało się, że porozumiewają się one ze sobą i wymieniają codziennymi ploteczkami. W pewnej chwili wiatr powiał silniej i szelest stał się szybszy i głośniejszy. Tym samym przyspieszyły rozmowy. Wiatr zwolnił i szmer rozmów szeleszczących liści spowolnił, a następnie ucichł zupełnie, gdy wiatr się zatrzymał. Spodobała się wiatrowi ta zabawa, więc przyspieszał, zwalniał, stawał, niektóre prędkości utrzymywał dłużej, inne krócej lub zupełnie krótko. Szeleszczące liście dopasowywały się i zmieniały głośność i tempo rozmowy w zależności od siły wiatru, który był ich dyrygentem. I tak właśnie powstała pierwsza muzyka.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Stary człowiek – 42

Stary człowiek z życzliwością przyglądał się brykającym źrebakom. Wiedział, że młodość musi się wyszumieć. Wyprostował się i lekko zalśniły mu oczy. Przypomniało mu się, jak sam był kiedyś małym chłopcem i chciał brykać, rozrabiać, bawić się i dokazy­wać. Roznosiła go radość i młodość. Miał niewyczerpane siły ży­ciowe. To wszystko przypomniało mu się, gdy patrzył na młode źrebaki.

dla Daniela napisała Brzozowa Bajdulka

Szczęście matki – 15

Szczęście matki siedziało całkiem zadowolone. Potem wstało, przeszło parę kroków i znowu usiadło. Rozejrzało się dookoła i w jego oczach widać było ciekawość. Tyle rzeczy do poznania, tyle świata do zdobycia. Popatrzyło uważnie na matkę i zdecydowało, że najpierw zdobędzie jej serce, a wtedy bezpiecznie zacznie poznawać i zdobywać resztę świata. Szczęście matki nie wiedziało jeszcze, że to matczyne serce zdobyło już dawno, i że jej miłość potrafi wszystko, nawet przenieść góry, jeśli taka będzie potrzeba. Popatrzyło w oczy matki i samo poczuło wielką miłość w swoim serduszku – miłość do swojej mamy – świeżą, niewinną, czystą i mocną.

dla Patrycji napisała Brzozowa Bajdulka