Szelest liści brzmiał jak najpiękniejsza muzyka. Wydawało się, że porozumiewają się one ze sobą i wymieniają codziennymi ploteczkami. W pewnej chwili umilkły, bo parkowymi alejkami zaczął przechadzać się sam wiatr. Przybrał ludzką postać i dostojnie spacerował, choć co chwila skakał i wirował, jakby w tańcu. Liście patrzyły na niego z respektem i szacunkiem, jak na szanowanego nauczyciela. Po kilkunastu minutach wiatr uśmiechnął się, machnął połą płaszcza i wrócił do swojej normalnej postaci. Znowu szeleszczące liście rozmawiały ze sobą, ale te rozmowy były trochę inne. Zastanawiały się, czy jest możliwe, żeby one też mogły zmienić swoją postać, jak wiatr przed chwilą. Pytania cichły, mimo wiatru. Za to w serduszku każdego listeczka wykiełkowała nadzieja.
Autor: Ewa Damentka