Księga zaklęć cierpliwie czekała na partnera, który ją dopełni. Wiedziała, że jej olbrzymi potencjał może ujawnić się tylko przy właściwej osobie. Dokładnie więc przyglądała się biorącym ją do ręki czytelnikom.
Wreszcie znalazła! To on. Szybko przemieniła się w otwór, który wciągnął jego rękę i zaczął pochłaniać barki, głowę. Wciągał do siebie całe ciało. Ku swojemu zdziwieniu księga odkryła, że to nie ona pochłonęła Czytelnika, tylko on ją przemienił w coś malutkiego, zamkniętego w ciasnej żelaznej skrzyneczce wtopionej w jakąś skałę.
– Merlinie, jak ci się to udało to zrobić? – zapytała Księżniczka.
– Postanowiłem przejrzeć waszą zamkową bibliotekę. Znam ją od lat. Tej książki nie było tam wcześniej, a nie widziałem, byście coś dokupowali. Przecież od miesięcy drogi są nieprzejezdne i żadem kupiec nie miał szansy dojechać do zamku.
– Jak ją rozpoznałeś?
– Później ci wyjaśnię. Na razie nie patrz na tego potwora i nigdy go nie odwiedzaj. A teraz zaufaj mi i wyjdź.
Księżniczka wyszła zasępiona i posła do ojca, króla, żeby opowiedzieć mu o tym wydarzeniu. Udali się do sali tronowej, by tam zaczekać na Merlina.
Tymczasem Merlin przykucnął przed klatką i powiedział:
– Witaj stary przyjacielu, jak widzę pomysłów ci nie brakuje. Zamienić się księgę, no, no…
– Po czym mnie rozpoznałeś?
– Wybacz, nie zasługujesz na tę odpowiedź.
– Przecież będę tu siedział po wieki, nie wykorzystam tej wiedzy.
– Mam nadzieję, że będziesz tu siedział po wieczność, ale muszę się liczyć z każdą możliwością – smutno odpowiedział Merlin i dodał – skorzystaj, odpocznij. Wrócę potem, mam wiele pytań.
– Na żadne nie odpowiem.
– Tak ci się wydaje – odpowiedział Merlin i wyszedł lochów.
Był pewien tego, co mówi, bo wcześniej rzucił czar, który czarodziejowi-księdze odebrał zdolność czarowania oraz mówienia, pisania czy wyświetlania czegokolwiek. Czar umożliwiał tylko mówienie w obecności Merlina i zawierał w sobie nakaz dzielenia się prawdą, samą prawdą, tylko prawdą.
Po wyjściu Merlina w lochach zapanowała cielność. Czarodziej-księga pomyślał, że pewnie są tu jeszcze inni uwięzieni. Próbował rozmawiać z nimi. Bez skutku. Po paru chwilach zobaczył, że skała przesuwa się i zasłania mu widok na lochy. Zostało więc mu tylko czekać na wizytę Merlina i smętnie rozważać, jaki popełnił błąd, że dał się złapać w pułapkę śmiertelnemu wrogowi.
Autor: Archiwista SC