Dawno dawno temu – 28

Dawno, dawno temu, kiedy czas był jeszcze młody, a wszechświat dopiero się formował, po mokradłach spacerowała samotna zielona jaszczurka. Była dość duża i przerażała innych swoimi żółto-zielonymi ślepiami. Każde mniejsze, a nawet i większe zwierzęta uciekały na jej widok, gdzie pieprz rośnie. Gadzina robiła się smutna, nie rozumiejąc, dlaczego inni tak jej unikają. Najgorzej było wieczorem, kiedy słońce całkowicie zachodziło, a na mokradłach panowała ciemność. Wtedy samotna popłakiwała za czymś, czego pragnęła, a czego nie rozumiała. Wędrowała przed siebie i była tak pogrążona w smutku i rozpaczy, że jej ciało zaczęło być suche, bo ubywało w nim wody. Pewnej nocy, po wielogodzinnej wędrówce, będąc na zielonej łące, padła z wycieńczenia. Zasnęła, zanim wzeszło słońce. Jednak nikt by nie przypuszczał, że ten dzień będzie tym, który całkowicie odmieni jej życie. Po południu pojawił się nad nią długi cień. Jaszczurka nie była w stanie unieść głowy, żeby się mu przyjrzeć. Okazało się, że był to młody nastoletni człowiek. Chłopiec powiedział – „Jakie ładne zwierzątko, chyba je zaadoptuję”. Miał ze sobą wiaderko z wodą, do którego włożył jaszczurkę. Gadzina nie stawiała żadnego oporu, ponieważ powierzyła już swój los innym. Jednak jej życie u ludzi stało się sielanką. Była bardzo dobrze karmiona, pielęgnowana i czasem głaskana, całowana i przytulana. Wkrótce wiedziała, że warto było przejść tyle trudu, aby teraz żyć w niebie, jakie zaoferowali jej ludzie, u których mieszkała do końca swojego życia.

dla Janusza napisał Sokolik