Szelest liści brzmiał jak najpiękniejsza muzyka. Wydawało się, że porozumiewają się one ze sobą i wymieniają codziennymi ploteczkami. W pewnej chwili gałęzie drzewa lekko poruszyły się i zza zielonych liści wyjrzał ptaszek o różowych piórkach. Był malutki i calutki różowy. Nawet dzióbek i oczka miał różowe. Rozejrzał się na wszystkie strony, usiadł na wystającej najwyżej gałęzi i zaśpiewał różowym, delikatnym głosem różową piosenkę. Wraz ze śpiewem małego ptaszka wszystko wokół stawało się różowe. Zielone dotąd liście, gałęzie i drzewa rosnące obok. Ławka stojąca nieopodal gęstwiny także się zaróżowiła, jakby się lekko zawstydziła. Gdy różowe maleństwo wyśpiewywało coraz to piękniejsze dźwięki, do ławki zaczęły przylatywać ptaki z najbliższej okolicy. One także otulały się różowym kolorem. Po krótkim czasie na wszystkich gałęziach drzew siedziały w różnych odcieniach różu ptaki, tworząc niezwykły, zjawiskowy chór, a śpiewy niosły się po całej okolicy. Ludzie zatrzymywali się i patrzyli z zaciekawieniem, skąd dochodzi ta subtelna i niezwykła muzyka.
Autor: Agnieszka Lewkowicz