Szczęście matki – 34

Szczęście matki siedziało całkiem zadowolone. Potem wstało, przeszło parę kroków i znowu usiadło. Rozejrzało się dookoła i w jego oczach pojawiło się odbicie oczu matki. Były ciepłe, kochające, wrażliwe, bezinteresowne i czułe. Po prostu doskonałe. Szczęście było wniebowzięte i pomyślało, jak wielkim jest Szczęściem, bo ma możliwość doznawania tak wspaniałych uczuć.

Autor: Gwiazdeczka

Stary człowiek – 45

Stary człowiek z życzliwością przyglądał się brykającym źrebakom. Wiedział, że młodość musi się wyszumieć. Wyprostował się lekko i zalśniły mu oczy. Przypomniało mu się, jak sam był kiedyś małym chłopcem i chciał latać jak latawiec. Nigdy to mu się nie udawało, ale marzył o tym długo i śnił dniami i nocami, wyobrażając sobie, jak wznosi się wysoko i widzi piękny świat w dole.

Autor: Ewa Damentka

Szelest liści – 11

Szelest liści brzmiał jak najpiękniejsza muzyka. Wydawało się, że porozumiewają się one ze sobą i wymieniają codziennymi ploteczkami. W pewnej chwili wiatr powiał silniej i szelest stał się szybszy i głośniejszy. Tym samym przyspieszyły rozmowy. Wiatr zwolnił i szmer rozmów szeleszczących liści spowolnił, a następnie ucichł zupełnie, gdy wiatr się zatrzymał. Spodobała się wiatrowi ta zabawa, więc przyspieszał, zwalniał, stawał, niektóre prędkości utrzymywał dłużej, inne krócej lub zupełnie krótko. Szeleszczące liście dopasowywały się i zmieniały głośność i tempo rozmowy w zależności od siły wiatru, który był ich dyrygentem. I tak właśnie powstała pierwsza muzyka.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Szelest liści – 10

Szelest liści brzmiał jak najpiękniejsza muzyka. Wydawało się, że porozumiewają się one ze sobą i wymieniają codziennymi ploteczkami. W pewnej chwili zamilkły, bo ścieżką nieopodal szło Natchnienie. Nie chciały zakłócać jego zadumy. Gdy Natchnienie oddaliło się nieco, liście zaczęły cichutko rozmawiać, a po chwili rozgadały się i znów plotkowały na całego.

Autor: Ewa Damentka

Szczęście matki – 33

Szczęście matki siedziało całkiem zadowolone. Potem wstało, przeszło parę kroków i znowu usiadło. Rozejrzało się dookoła i w jego oczach otwarte drzwi wiodące na taras. Maluszek podszedł w ich kierunku. Przytrzymał się ich i wszedł na taras, a z niego zszedł na mięciutki zielony trawnik. Położył się na nim i turlał, jakby sprawiało mu to ogromną przyjemność. Potem wrócił do domu, bo zrobił się głodny.

Autor: Ewa Damentka

Szelest liści – 9

Szelest liści brzmiał jak najpiękniejsza muzyka. Wydawało się, że porozumiewają się one ze sobą i wymieniają codziennymi ploteczkami. W pewnej chwili przyfrunął ptaszek i zaczął przysłuchiwać się ich rozmowie. Był zdumiony i zaciekawiony tym, jak inaczej niż on widzą świat. Pomyślał o tym, jakie fascynujące jest to, że żyjąc obok siebie, możemy malować zupełnie odmienne obrazy na jego temat.

Autor: Gwiazdeczka

Szelest liści – 8

Szelest liści brzmiał jak najpiękniejsza muzyka. Wydawało się, że porozumiewają się one ze sobą i wymieniają codziennymi ploteczkami. W pewnej chwili na gałęziach usiadły dwa piękne motyle. Rozłożyły swe cudownie kolorowe i wzorzyste skrzydła i, tkwiąc w bezruchu, z podziwem słuchały ogrodowych ploteczek.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Stary człowiek – 44

Stary człowiek z życzliwością przyglądał się brykającym źrebakom. Wiedział, że młodość musi się wyszumieć. Wyprostował się lekko i zalśniły mu oczy. Przypomniało mu się, jak sam był kiedyś małym chłopcem i chciał biegać po kałużach. Była to jego ukochana zabawa. Gdy pewnego razu znienacka wskoczył w kałużę, rozbryzgując błoto wokół siebie, ubrudził się niemiłosiernie. Był zdziwiony, że rodzice zachowali spokój. Odtąd, gdy przestawał padać deszcz, ubierali go w płaszczyk przeciwdeszczowy oraz wyższe kalosze i wychodzili z nim na spacer, by mógł w kałużach wyskakać się do woli. Po powrocie do domu zasypiał szczęśliwy.

Dziś, przyglądając się brykającym źrebakom, wie, że gdy za młodu się wyskaczą i wyszaleją, w starszym wieku będą spokojne.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Szelest liści – 7

Szelest liści brzmiał jak najpiękniejsza muzyka. Wydawało się, że porozumiewają się one ze sobą i wymieniają codziennymi ploteczkami. W pewnej chwili gałęzie drzewa lekko poruszyły się i zza zielonych liści wyjrzał ptaszek o różowych piórkach. Był malutki i calutki różowy. Nawet dzióbek i oczka miał różowe. Rozejrzał się na wszystkie strony, usiadł na wystającej najwyżej gałęzi i zaśpiewał różowym, delikatnym głosem różową piosenkę. Wraz ze śpiewem małego ptaszka wszystko wokół stawało się różowe. Zielone dotąd liście, gałęzie i drzewa rosnące obok. Ławka stojąca nieopodal gęstwiny także się zaróżowiła, jakby się lekko zawstydziła. Gdy różowe maleństwo wyśpiewywało coraz to piękniejsze dźwięki, do ławki zaczęły przylatywać ptaki z najbliższej okolicy. One także otulały się różowym kolorem. Po krótkim czasie na wszystkich gałęziach drzew siedziały w różnych odcieniach różu ptaki, tworząc niezwykły, zjawiskowy chór, a śpiewy niosły się po całej okolicy. Ludzie zatrzymywali się i patrzyli z zaciekawieniem, skąd dochodzi ta subtelna i niezwykła muzyka.

Autor: Agnieszka Lewkowicz