Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do zakładu pogrzebowego. Innego nie było w mieście, więc sprawy pochówków trzeba było załatwiać w tym.
Dla młodej kobiety było to trudne, bo właściciele lokalu zachowywali się dziwnie i mieli specyficzne poczucie humoru. Nigdy nie wiedziała, kiedy są poważni, a kiedy żartują. Peszyły ją ich pomysły i inicjatywy. Nazwa zakładu „Klub Anonimowych Księżniczek” – bo każdego trupa malują, jakby były żywy i wygląda jak arystokrata – to tylko pierwszy z dziwnych pomysłów.
Kolejne nie były lepsze, np. otwarta trumna z żywą osobą, która udaje trupa, a czasami otwiera oczy i uśmiecha się do klientów. W jednej z sal był jeszcze bar piwny „Pod zimnym trupkiem” i seria zabawek dla dzieci „mała trumienka i akcesoria”. Poza tym wysyłali mieszkańcom miasteczka trumny, żeby w czasie upałów wkopali je w ziemię i w nich wypoczywali. Sprzedawano też regały, które w razie potrzeby składają się w trumny. Sprowadzano baseny ogrodowe w kształcie trumien, z przezroczystym przykryciem. W ofercie były też różowe dmuchane trumny, jako materace na wodę.
Kobieta nie wiedziała, co dziś ją czeka w tym miejscu. Smutek z powodu śmierci babci mieszkał się z przerażeniem, jak będzie potraktowana i co zastanie w zakładzie pogrzebowym o nazwie „Klub Anonimowych Księżniczek”.
Autor: Ewa Damentka