Turkot kołowrotka był cichutki. Niewiele osób go słyszało, a z nich mało kto zatrzymywał się, żeby zajrzeć do jaskini, w której przędła się jego osobista nić życia, która zmieniała się kilka razy dziennie. Rano była prosta i zielona, po południu żółta, a wieczorem czerwona.
Autor: Sokolik