Lubię patrzeć na ludzi. Wielu z nich nie zauważa mnie, bo są zajęci swoimi sprawami, a ja się im przyglądam, oceniam i planuję dalsze wydarzenia w ich życiu, po to by wypełniło się ich przeznaczenie.
Los
Autor: Ewa Damentka
ćwiczenia literackie
Lubię patrzeć na ludzi. Wielu z nich nie zauważa mnie, bo są zajęci swoimi sprawami, a ja się im przyglądam, oceniam i planuję dalsze wydarzenia w ich życiu, po to by wypełniło się ich przeznaczenie.
Los
Autor: Ewa Damentka
Dawno, dawno temu, kiedy czas był jeszcze młody, a wszechświat dopiero się formował, pewien prezes wielkiej korporacji doznał olśnienia. Kiedyś był szeregowym pracownikiem. Dane mu było piąć się po szczeblach kariery. Teraz odkrył, że ma już dość traktowania własnych podwładnych jak siłę roboczą. Rozszerzał się jego wszechświat. Powstawały nowe struktury myślenia i zachowań. Wyszedł ze swego gabinetu. Rozmawiał ze swoimi pracownikami i zaczął obdarzać ich uśmiechem i życzliwością.
Autor: Danuta Majorkiewicz
Księga zaklęć cierpliwie czekała na partnera, który ją dopełni. Wiedziała, że jej olbrzymi potencjał może ujawnić się tylko przy właściwej osobie. Dokładnie więc przyglądała się biorącym ją do ręki czytelnikom. Każdy, kto miał ją w ręku, chciał sprawdzić jej magiczne zdolności. Jednak żadna z dotychczasowych osób nie spełniała jej kryteriów. Ludzie ci pragnęli tylko wykorzystać ją dla swoich korzyści. Nie wiedzieli, że tajemnica księgi polegała na tym, że najpierw trzeba wypowiedzieć życzenie, żeby pomóc innej osobie.
Autor: Sokolik
Na ekranie zaczęły pojawiać się, przesuwać i znikać cyfry, litery i kropeczki. W pewnej chwili ich chaotyczny ruch ustał. Ekran zgasł. Potem rozjaśnił się na nowo i wyświetlił wyraźny napis: „Ratunku, pomocy, kto żyw, niech tu wskoczy!”. Przedziwny napis. Nie wiem, czy potraktowałabym go poważnie. Wiem jednak, że nie mogłabym go zignorować.
Autor: Gwiazdeczka
Księga zaklęć cierpliwie czekała na partnera, który ją dopełni. Wiedziała, że jej olbrzymi potencjał może ujawnić się tylko przy właściwej osobie. Dokładnie więc przyglądała się biorącym ją do ręki czytelnikom.
Wreszcie znalazła! To on. Szybko przemieniła się w otwór, który wciągnął jego rękę i zaczął pochłaniać barki, głowę. Wciągał do siebie całe ciało. Ku swojemu zdziwieniu księga odkryła, że to nie ona pochłonęła Czytelnika, tylko on ją przemienił w coś malutkiego, zamkniętego w ciasnej żelaznej skrzyneczce wtopionej w jakąś skałę.
– Merlinie, jak ci się to udało to zrobić? – zapytała Księżniczka.
– Postanowiłem przejrzeć waszą zamkową bibliotekę. Znam ją od lat. Tej książki nie było tam wcześniej, a nie widziałem, byście coś dokupowali. Przecież od miesięcy drogi są nieprzejezdne i żadem kupiec nie miał szansy dojechać do zamku.
– Jak ją rozpoznałeś?
– Później ci wyjaśnię. Na razie nie patrz na tego potwora i nigdy go nie odwiedzaj. A teraz zaufaj mi i wyjdź.
Księżniczka wyszła zasępiona i posła do ojca, króla, żeby opowiedzieć mu o tym wydarzeniu. Udali się do sali tronowej, by tam zaczekać na Merlina.
Tymczasem Merlin przykucnął przed klatką i powiedział:
– Witaj stary przyjacielu, jak widzę pomysłów ci nie brakuje. Zamienić się księgę, no, no…
– Po czym mnie rozpoznałeś?
– Wybacz, nie zasługujesz na tę odpowiedź.
– Przecież będę tu siedział po wieki, nie wykorzystam tej wiedzy.
– Mam nadzieję, że będziesz tu siedział po wieczność, ale muszę się liczyć z każdą możliwością – smutno odpowiedział Merlin i dodał – skorzystaj, odpocznij. Wrócę potem, mam wiele pytań.
– Na żadne nie odpowiem.
– Tak ci się wydaje – odpowiedział Merlin i wyszedł lochów.
Był pewien tego, co mówi, bo wcześniej rzucił czar, który czarodziejowi-księdze odebrał zdolność czarowania oraz mówienia, pisania czy wyświetlania czegokolwiek. Czar umożliwiał tylko mówienie w obecności Merlina i zawierał w sobie nakaz dzielenia się prawdą, samą prawdą, tylko prawdą.
Po wyjściu Merlina w lochach zapanowała cielność. Czarodziej-księga pomyślał, że pewnie są tu jeszcze inni uwięzieni. Próbował rozmawiać z nimi. Bez skutku. Po paru chwilach zobaczył, że skała przesuwa się i zasłania mu widok na lochy. Zostało więc mu tylko czekać na wizytę Merlina i smętnie rozważać, jaki popełnił błąd, że dał się złapać w pułapkę śmiertelnemu wrogowi.
Autor: Archiwista SC
Lubię patrzeć na ludzi. Wielu z nich nie zauważa mnie, bo są zajęci swoimi sprawami, a moje największe zaciekawienie budzi obserwowanie ich wieczorami. Na zewnątrz jest wtedy ciemno, a w ich mieszkaniach palą się światła. Można wtedy obserwować ich naturalne zachowania oraz wystrój wnętrz. Niektórzy posiadają na ścianach piękne obrazy, inni oryginalne lampy, a jeszcze inni mają po prostu bałagan, bo mają w domu małe dzieci.
Autor: Małgorzata
Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do świata marzeń. W klubowym zaciszu przeniosła się do cudownej kolorowej krainy. W marzeniach oddawała się tworzeniu obrazów. Czuła smaki i zapachy. Widziała to, czego tu i teraz z nią nie było. To co było jej oczekiwaniami wobec przyszłości. Stwarzała okazję do urealnienia swoich marzeń i świadomie kierowała swoim życiem. Marzenia uwalniały ją od ograniczeń. Nadawały życiu sens. Przynosiły odprężenie, dawały relaks, redukowały stres i budziły kreatywność. Konfrontowała się z ograniczającymi ją przekonaniami, bo wiedziała, że marzenia potrzebują towarzystwa odwagi i wiary w siebie. Pielęgnowała je i realnie wiedziała, co znaczy moc marzeń.
Autor: Danuta Majorkiewicz
Księga zaklęć cierpliwie czekała na partnera, który ją dopełni. Wiedziała, że jej olbrzymi potencjał może ujawnić się tylko przy właściwej osobie. Dokładnie więc przyglądała się biorącym ją do ręki czytelnikom. Wreszcie doczekała się. Ku jej zdziwieniu nie była to postać, o której myślała, czyli jakiś intelektualista w okularach, który godzinami ślęczy nad rozmaitymi książkami. Tą osobą okazał się niepiśmienny bezdomny, który delikatnie wziął ją w ręce, schował pod obszerną tuniką, a następnie wywiózł w bezpieczne miejsce. Ocalił od zniszczenia ją i wiele innych książek.
Księga niecierpliwie wypatrywała go. Miała nadzieję, że znów do niej wróci, weźmie ją w ręce, a ona do niego przemówi i razem wykonają misję, którą ma do spełnienia. Niestety dla niej ten człowiek już się nie pojawił, bo był zajęty ratowaniem innych książek. Na szczęście udało się jemu i jego współpracownikom uratować wiele ksiąg i manuskryptów, zanim biblioteka w Timbuktu została podpalona przez terrorystów.
Minęło wiele lat. Przechowywana w bezpiecznych dla życia, ale niebezpiecznych dla zdrowia warunkach, rozsypująca się księga dopuściła możliwość, że być może jest ktoś jeszcze. Że znajdzie się kolejna osoba, która ją dopełni. Czekała cierpliwie, choć wiedziała, że nie zostało jej wiele czasu.
Autor: Ewa Damentka
Na ekranie zaczęły pojawiać się, przesuwać i znikać cyfry, litery i kropeczki. W pewnej chwili ich chaotyczny ruch ustał. Ekran zgasł. Potem rozjaśnił się na nowo i wyświetlił wyraźny napis: „Raz, dwa, trzy, znikasz ty!”.
Intrygująca zabawa z komputerem. Tylko w jaki sposób zniknąć, będąc człowiekiem? Może porzucić gonitwę myśli, wziąć głęboki oddech i po prostu być obecnym w sobie, a niewidzialnym dla świata.
Autor: Gwiazdeczka
Księga zaklęć cierpliwie czekała na partnera, który ją dopełni. Wiedziała, że jej olbrzymi potencjał może ujawnić się tylko przy właściwej osobie. Dokładnie więc przyglądała się biorącym ją do ręki czytelnikom. Czasem płatała im figle i niespodziewanie się zamykała. Najczęściej wtedy, gdy uznała, że nie na tę osobę czekała. Miała tak wielką moc dlatego, że ważne było, aby nie wpadła w niepowołane ręce.
Autor: Gwiazdeczka