Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do tego klubu. Jeszcze nie oswoiła się z jego nazwą. Była właścicielką tego lokalu. Wcześniej prowadziła w tym miejscu sklep, który przestał przynosić zyski.
Wspólnie z mężem wpadli na pomysł, by rozpisać konkurs na nową nazwę, taką, która pozwoliłaby dalej prowadzić sklep i rozszerzyć zakres działalności firmy, jeśli będzie taka potrzeba. Propozycje zebrano wśród rodziny i znajomych. Włączyli się też pracownicy i rozpytywali swoich znajomych. W sumie zebrali kilkadziesiąt propozycji. Mąż kobiety spisał je i poprosił wszystkich o ocenę, żeby każdy uszeregował zebrane nazwy od najlepszej do najgorszej.
Ona sama „Klub Anonimowych Księżniczek” umieściła na ostatniej lub przedostatniej pozycji.
Zdziwiło ją, gdy mąż odrzucił wszystkie nazwy, które podobały się jej, jemu i ich rodzinie oraz zachwyciły dobrze sytuowanych przyjaciół. Zostawił kilkanaście „najgorszych”. Po dalszych konsultacjach zawęził listę do trzech. Zrobił miniankietę. Do sklepu wstawił automat z kawą i oferował kawę i ciasteczko każdemu klientowi, który wypełni ankietę, jaką nazwę wybrałby dla lokalu, który tu powstanie.
Wieść o darmowym poczęstunku rozniosła się szeroko i wkrótce co najmniej pół miasta zagłosowało na nową nazwę. Bezapelacyjnie zwyciężył „Klub Anonimowych Księżniczek”. Wspólnie z mężem i rodziną zastanowili się, co mogą otworzyć pod tym szyldem. Padło na klubokawiarnię i sklep z pamiątkami.
To był strzał w dziesiątkę. Ruch był duży. Obroty rosły i rosły, a ona nie mogła zrozumieć, dlaczego to właśnie nazwa „Klub Anonimowych Księżniczek” wpływa na zwiększenie atrakcyjności lokalu.
Co prawda pamięta, że mąż mówił, że nie prowadzą interesu dla siebie i znajomych, tylko dla ludzi nieznanych i nazwa ma ich przyciągać. Rozumie jego słowa, ale nadal nie rozumie ich znaczenia.
Nazwa wydaje się jej żenująca, jednak duże zyski, jakie za nią idą, być może sprawią, że kiedyś będzie wchodziła tu, do własnego lokalu, z dumnie podniesioną głową. Chyba to tylko kwestia czasu, tak przynajmniej myślał mąż, który przyglądał się jej z sympatią i delikatnym uśmiechem.
Autor: Ewa Damentka