Młody źrebak – 35

Młody źrebak truchtał po łące. Z podziwem przyglądał się wielkim koniom, które galopowały z rozwianymi grzywami i z lekkością przeskakiwały przeszkody. Wiedział, że kiedyś przestaną mu drżeć nogi i co sił pogna przez łąki i ścieżki, przez las. Ku przygodzie.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Przez kawiarniane okno – 75

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich wróbelek elemelek ćwierkał swe trele. Był tak zadowolony ze swojego wykonu, że nie zwracał uwagi na hałaśliwe tłumy przemieszczające się z jednej strony placu na drugą.

Autor: Gwiazdeczka

Malutkie dziecko – 12

Malutkie dziecko uśmiechało się i gaworzyło. Wyciągało rączki do swoich rodziców i patrzyło na nich z ufnością. Maluszek patrzył uważnie na piękne kolczyki mamy i jej pomalowane czerwoną szminką usta. Następnie jego wzrok zatrzymał się na dorodnej brodzie i wąsach taty. Kiedy mama nachyliła się nad łóżeczkiem, dzieciak złapał małą rączką jej ucho i ściągnął jej kolczyk.

Rodzice szybko zareagowali i zabrali go dziecku. Wtedy ono chwyciło brodę taty i za nic w świecie nie chciało jej puścić. Tata przytulił rozrabiakę i ukołysał do snu. Kiedy malec zasnął, rozluźnił rączkę i mężczyzna wyswobodził swoją brodę.

Autor: Gwiazdeczka

Młody źrebak – 34

Młody źrebak truchtał po łące. Z podziwem przyglądał się wielkim koniom, które galopowały z rozwianymi grzywami i z lekkością przeskakiwały przeszkody. Wiedział, że kiedyś na świecie nie było koni. Ktoś mu niegdyś wytłumaczył, że życie wyszło z wody. Wtedy źrebak zrobił się bardzo radosny, gdyż bardzo lubił wychodzić z wody, a jeszcze bardziej do niej wchodzić.

dla Pawła napisał Adam

Młoda kobieta – 437

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do sali rozświetlonej słońcem. Okazało się, że klub miał rozsuwany dach i dziś, przy pięknej pogodzie można było siedzieć przy kawiarnianym stoliku i jednocześnie opalać się. Niektórzy goście korzystali z klubowych leżaków i opalali się w kostiumach kąpielowych. Kobieta wybrała stolik w zacienionym kąciku i dyskretnie przyglądała się sali i gościom nowego lokalu. Rozbawiona pomyślała, że jeśli dach by się zaciął, to przy deszczowej pogodzie obsługa pewnie wręczałaby gościom parasole. Potem jednak pomyślała tęsknie, że dobrze by było, gdyby ten rozsuwany dach był ze szkła. Wtedy można by siedzieć przy stoliku, pić kawę i obserwować niebo, niezależnie od pogody.

Autor: Ewa Damentka

Malutkie dziecko – 11

Malutkie dziecko uśmiechało się i gaworzyło. Wyciągało rączki do swoich rodziców i patrzyło na nich z ufnością. Nagle znieruchomiało, Skrzywiło buzię i zaczęło płakać. Rozpaczliwy szloch wstrząsał całym jego ciałkiem. Ojciec delikatnie wyjął je z łóżeczka, utulił i podał matce, siedzącej w głębokim bujanym fotelu. Mama przytuliła niemowlę. Sprawdziła pieluszkę, była czysta. Pomyślała więc, że maleństwo jest głodne. Jednak nie chciało jeść. Zanosiło się spazmatycznym płaczem i kurczowo trzymało kciuk mamy. Ojciec przysiadł obok, nieco przestraszony. Matka poprosiła, by zasunął zasłony i włączył cichą, delikatną muzykę. Sama bujała się w fotelu i przytulała maleństwo. Cały czas mówiła cichym, ciepłym głosem, że jest bezpieczne Maluch po dłużej chwili przestał płakać. Rozluźnił się, i uspokojony zasnął, trzymając się kurczowo kciuka swojej mamy i przytulając jej dłoń do swojego serca. Ojciec odetchnął z ulgą i zastanawiał się, na jakie jeszcze niespodzianki powinien być przygotowany.

Zobaczył, że żona zaczęła przysypiać. Wziął ją na ręce i razem z maluszkiem ułożył w wielkim małżeńskim łożu. Chwilę patrzył, jak śpią w swoich objęciach, a maleństwo ciągle mocno trzyma palec swojej mamy, jakby to był symbol wszelkiego bezpieczeństwa.

Autor: Ewa Damentka

Przez kawiarniane okno – 74

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich rósł wrzos. Fioletowe kruszynkowe listki drżały na widok tłumów. Łodygi wspierały je i szeptały bajkę o roślinie, która urosła duża i silna, niczym dąb.

Autor: Gwiazdeczka

Malutkie dziecko – 10

Malutkie dziecko uśmiechało się i gaworzyło. Wyciągało rączki do swoich rodziców i patrzyło na nich z ufnością. Oni jednak nie dali się zwieść. W ich sercach gościł niepokój i uważnie przyglądali się maleństwu. Mieli rację, to był odmieniec. Gdyby zaczęli się nim opiekować, to ich dziecko na zawsze zostałoby uwięzione w dziwnym czarodziejskim świecie.

Wiedzieli, że nie mogą być sympatyczni. Mówili do odmieńca ostrym tonem i kazali mu się wynosić. Po chwili zaskoczeni zobaczyli kłęby zielonej mgły i usłyszeli cichy trzask. Odmieniec zniknął, a na jego miejscu znów leżało ich dziecko, które przyglądało się im przestraszone i trzęo się, mimo że w pokoju było ciepło. Matka złapała je na ręce i przytuliła do serca.

Za chwilę, z lekkim pyknięciem otwieranego portalu, pojawił się Merlin. Poprosił, by kobieta dała mu dziecko. Trzymał je w ramionach i przechadzał się z nim po pokoju. Cicho mówił. Jego spokój udzielał się i maleństwu, i jego rodzicom.

– Merlinie, dziękujemy za ostrzeżenie.

– Na szczęście byliście uważni.

– Czy to się powtórzy?

– Nie wiem – odpowiedział z wahaniem czarodziej, po czym zapytał:

– Co powiecie na czasową przeprowadzkę do Szkoły Czarowania Babci Jagi? W waszym świecie zaczynają się dziać dziwne rzeczy, a tam będziecie bezpieczni.

Małżonkowie spojrzeli po sobie i kiwnęli głowami na znak zgody.

– Zaraz się spakujemy – powiedziała kobieta.

– Nie ma takiej potrzeby – odpowiedział Merlin. – Już jesteście połączeni ze szkołą. Musicie tylko pamiętać, żeby zawsze wszystkie drzwi był otwarte. Gdybyście przypadkiem zamknęli drzwi wejściowe do mieszkania, do sypialni, kuchni czy łazienki, to całe mieszkanie lub zamknięte pomieszczenie mogłoby zniknąć, zostać przeniesione nie wiadomo gdzie. Obiecajcie, że zamkniecie drzwi dopiero wtedy, gdy wam o tym powiem.

– Zgoda – odpowiedzieli zaskoczeni rodzice maleństwa.

Za drzwiami mieszkania zobaczyli grupkę uczniów i czarodziejów, przyglądających się im z zaciekawieniem.

– Czy oni będą mieszkali z nami?

– Tak, ale każdy w swoim pokoju. Bez obaw, nikt nie wchodzi do cudzych mieszkań – roześmiał się Merlin.

Tymczasem uspokojony maluszek ziewnął i przeciągnął się w ramionach Merlina. Czarodziej spojrzał na niego z sympatią i przekazał go matce.

Autor: Archiwista SC