Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do środka. Podeszła do grupki kobiet rozpakowujących paczki i powiedziała:
– Przepraszam, głupio mi. Czy mogę wam w czymś pomóc?
„Anonimowe Księżniczki” roześmiały się. Jedna z nich powiedziała:
– Witaj w grupie, wiedziałyśmy, że kiedyś dołączysz.
Młoda kobieta, która dwa dni temu samotnie pikietowała przed klubem, protestując przeciwko księżniczkom, odetchnęła z ulgą. Wczoraj zdziwiła się, gdy spotkała je na dworcu kolejowym, w grupie wolontariuszy opiekujących się uchodźcami wojennymi. Było jej głupio, że źle oceniła te dziewczyny. Chciała się do nich przyłączyć. Nie wiedziała, jak ją przyjmą, a tu taka niespodzianka. Były życzliwe i patrzyły na nią z sympatią.
Kolejna „księżniczka” powiedziała:
– Wczoraj na dworzec przyniosłaś dużo dobrej zupy w termosach, karty sim, czekoladki dla maluchów. Uważnie słuchałaś, o co proszą uchodźcy. Będzie nam bardzo miło, jak nas dołączysz.
Widząc minę nowo przybyłej, dodała pospiesznie:
– Oczywiście dołączysz do wolontariatu, księżniczką nie musisz być.
Młoda kobieta uśmiechnęła się i powiedziała, że nad tym zastanowi się później, ale może bycie Anonimową Księżniczką nie jest takie złe, jak się jej wydawało.
Te pogodne pogaduszki przerwała kolejna dostawa darów dla uchodźców. Kobiety z zapałem otwierały paczki, przenosiły ich zawartość na półki, a następnie kompletowały rzeczy i pakowały je wielkich toreb, które nazywały „niezbędnikami”. Do każdej z nich wkładały komplet tego, co pomaga przetrwać: ubrania, bieliznę, jedzenie, środki czystości i higieniczne, zabawki dla dzieci… Te „niezbędniki” zanosiły do miejsc, gdzie nocowali uchodźcy. Pomagali im w tym motocykliści. „Ciekawe czy to tajny Klub Anonimowych Książąt na Motorach” – pomyślała rozbawiona młoda kobieta. Kolejna porcja darów przerwała te myśli. Znowu zajęła się wyjmowaniem, sortowaniem i przepakowywaniem rzeczy do kolejnych „niezbędników”. Po raz pierwszy od dawna czuła, że robi coś naprawdę ważnego i pożytecznego.
Autor: Ewa Damentka