Była sobie łąka – 84

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka. Zdawała się zapraszać, żeby zajrzeć do środka. Filuternie marszczyła swoje muślinowe fałdki, tańcząc w rytm lekkiego wiatru. Wesoło falowała i była bardzo zadowolona, że może ozdabiać okno takiego ślicznego domku z czerwonym dachem. Była świeżo wyprana i dumnie prężyła się niczym biały żagiel. Na pewno ktoś ją w końcu zauważy i wejdzie do środka.

Autor: Gwiazdeczka

Szelest liści – 28

Szelest liści brzmiał jak najpiękniejsza muzyka. Wydawało się, że porozumiewają się one ze sobą i wymieniają codziennymi ploteczkami. W pewnej chwili, gdy człowiek dorośnie, zaczyna rozumieć, ile mądrości jest w twarzach, które pomarszczył czas. Przychodzi wtedy do starych ludzi jak najczęściej, by rozmawiać i słuchać ich jak najpiękniejszej muzyki – muzyki liści – i patrzy, jak ich twarze promienieją.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Młoda kobieta – 426

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do środka. Poprzednio w tym lokalu był bank. Jeszcze wcześniej sklep mięsny, sklep spożywczy i sklep z zabawkami. Ciekawa była, jak zaaranżowano wnętrze i jak długo utrzyma się ten nowy klub.

Autor: Ewa Damentka

Szelest liści – 27

Szelest liści brzmiał jak najpiękniejsza muzyka. Wydawało się, że porozumiewają się one ze sobą i wymieniają codziennymi ploteczkami. W pewnej chwili coś je bardzo poróżniło i zaczęły się ze sobą kłócić. Przekrzykiwały się jeden przez drugiego, tak że nic nie można było zrozumieć. Trwało to jakiś czas, aż w końcu się zmęczyły i zamilkły. Po chwili zrozumiały, że ta kłótnia nie miała większego sensu. I tak żaden nie pamiętał, co wykrzykiwał. Liście wróciły do dawnych pogaduszek i znowu melodyjnie szeleściły.

Autor: Gwiazdeczka

Była sobie łąka – 83

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka. Wewnątrz, w pokoju, stał okrągły stół i sześć krzeseł. Na stole ktoś postawił duży wazon wypełniony po brzegi pięknie pachnącym, fioletowym bzem. Każdy kwiatek miał śliczne cztery płatki. Ciekawe, czy to bukiet z okazji urodzin dla kogoś wyjątkowego? Tak, czy inaczej, wyglądał czarująco na tle jasnozielonego obrusa.

Autor: Gwiazdeczka

Szelest liści – 26

Szelest liści brzmiał jak najpiękniejsza muzyka. Wydawało się, że porozumiewają się one ze sobą i wymieniają codziennymi ploteczkami. W pewnej chwili spadła na jeden z liści kropelka wody, która sprawiła, że aromat liści rozszedł się na większą odległość. Przechodząca obok mała dziewczynka uraczyła się tym aromatem, który się rozchodził w pobliżu drzewa, na którym znajdowały się liście. Było to drzewo dość egzotyczne, jednakże dobrze zaaklimatyzowało się w osiedlowym parku. Było ono chlubą mieszkańców okolicznych domków jednorodzinnych, gdyż mało gdzie udało się zaaklimatyzować tego rodzaju drzewo, które, gdy było zwilżone kroplami delikatnego deszczu, potrafiło rozsyłać przyjemne zapachy na najbliższe otoczenie. Łacińska nazwa drzewa nie mówiła laikowi zbyt wiele, lecz zapach był piękny i wymowny.

dla Wojtka napisał AMK

Młoda kobieta – 425

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do środka. Kelnerka zaprowadziła ją do mniejszej salki, gdzie odbywało się spotkanie kobiecego kręgu mocy. Nowo przybyła nie wiedziała, co to jest, ale nazwa była tak intrygująca, że postanowiła osobiście sprawdzić, co to za spotkania, a potem zdecyduje, czy dołączyć do tego klubu kobiecej mocy, czy nie. Sama restauracja „Klub Anonimowych Księżniczek” wydawała się sympatyczna, więc młoda kobieta pomyślała, że wpadnie tu jeszcze z przyjaciółkami, żeby sprawdzić, jakie desery serwują.

Autor: Ewa Damentka

Szelest liści – 25

Szelest liści brzmiał jak najpiękniejsza muzyka. Wydawało się, że porozumiewają się one ze sobą i wymieniają codziennymi ploteczkami. W pewnej chwili umilkły, bo parkowymi alejkami zaczął przechadzać się sam wiatr. Przybrał ludzką postać i dostojnie spacerował, choć co chwila skakał i wirował, jakby w tańcu. Liście patrzyły na niego z respektem i szacunkiem, jak na szanowanego nauczyciela. Po kilkunastu minutach wiatr uśmiechnął się, machnął połą płaszcza i wrócił do swojej normalnej postaci. Znowu szeleszczące liście rozmawiały ze sobą, ale te rozmowy były trochę inne. Zastanawiały się, czy jest możliwe, żeby one też mogły zmienić swoją postać, jak wiatr przed chwilą. Pytania cichły, mimo wiatru. Za to w serduszku każdego listeczka wykiełkowała nadzieja.

Autor: Ewa Damentka